Category Archives: Nepal 2010 – Dolina Arun

Nepal – Dolina Arun, październik 2010

21.IX.2010 – Bupsa-Pangum.

Dzisiaj kończę pierwszy odcinek treku. Zamiast iść na północ, do Lukli, jak znacząca większość osób idących z Jiri, skręcam na południe, w stronę doliny Arunu i miasta Tumlingtar. Wyprawa do Lukli kosztowałaby mnie 2 dni, do tego wracać musiałbym tą samą drogą. Lukla nie ma wiele do zaoferowania, jest to stricte turystyczny ośrodek, początek większości wypraw na Everest i treków do EBC. Na bardzo prężnie działającym lotnisku w sezonie ląduje nawet 50 małych samolotów dziennie. Trek do Tumlingtaru ma jedną poważną zaletę – jest bardzo, ale to bardzo mało uczęszczany, infrastruktura turystyczna jest bardzo prymitywna i można się tutaj otrzeć o nieskażoną zachodnimi wpływami kulturę Szerpów, Rai i Gurungów.

Continue reading

23.IX.2010 – Nadjindingma-Bung.

Od Szerpy w Nadjindingmie wychodzę z przyjemnością, obwiniając go za pogarszający się stan mojego żołądka. Lekko popaduje, psychicznie nastawiam się więc na kolejny dzień w deszczu. Mżawka prześladuje mnie aż do przełęczy, gdzie – już po raz drugi – jestem świadkiem pięknego zjawiska pogodowego. Po jednej stronie przełęczy chmury i deszcz, po drugiej słońce i bezchmurne niebo, pogoda zdecydowanie zachęcająca do życia. Ciesząc się słońcem wypijam herbatę w małym, czystym bhatii na przełęczy. Przygląda mi się dwójka małych dzieci, w tym dziewczynka o niezwykłej urodzie, zwykle nie zwracam na dzieci uwagi, ale od niej nie mogę oderwać wzroku.

Continue reading

24.IX.2010 – Bung-Sanam.

Z Bung ruszam o zwykłej porze, ok. 0730. Wcześniej, gospodyni robi mi śniadnie, dwa smażone jajka i duże chapatti z miodem. Niestety, tak jak udało mi się – z pomocą rozmówek angielsko-nepaskich – wyjaśnić, co chcę zjeść, tak nie próbowałem nawet wyjaśnić, że jajka zjem najpierw, a chappati z miodem na koniec. Dostałem więc talerz chapatii, na których leżały ociekające tłuszczem jajka. I słoik miodu na dokładkę.

Continue reading

25.IX.2010 – Sanam.

Ruszam w drogę po małym śniadaniu i już po paru minutach wiem, że będzie bardzo ciężko. Właściwie to z trudem idę. Nie wiem, czy antybiotyk, czy pierwotniak, ale długie podejście na przełęcz Salpa La wydaje się wysiłkiem zdecydowanie ponad siły. W niewielkim bhatti zatrzymuje się na herbatę i ciastka – czuję się po nich nieco lepiej. Bardzo powoli ruszam do góry. Po pół godzinie wiem, że dzisiaj nie dam rady. Zawracam więc do Sanam, dalsze forsowanie się nie ma większego sensu.

Continue reading

27.IX.2010 – Phedi-Chalise.

Okazuje się, że są sprawy, których przed wyjazdem nie wziąłem pod uwagę. Spawy całkiem oczywiste, takie jak słońce. Wyruszyłem jak zwykle o 0730 rano. Początkowo szło mi się nieźle, mimo że czułem nogi po wczorajszym długim dniu. Po kilku godzinach mocno zaczął dokuczać mi upał, zszedłem wszak wyraźnie poniżej 1000 mnpm, a poza tym jestem na południu Nepalu, w Teraiu, który słynie z tropikalnego klimatu.

Continue reading

28.IX.2010 – Chalise-Tumlingtar.

Noclegi u nepalskich rodzin mają to do siebie, że chodzi się spać o zmroku, a wstaje o świcie. W tym przypadku były to, odpowiednio, 1900 z kawałkiem i 0525. Dostaję poranną herbatę z mlekiem i bez specjalnego ociągania się ruszam w drogę. Pierwsze 3 godziny są nawet przyjemne, jest gorąco, ale nie piekielnie gorąco. Co 40 minut robię przystanek na wodę i suszone owoce – jestem wszak bez śniadania.

Continue reading

29.IX-1.X.2010 – Tumlingtar.

Pierwszy dzień w Tumlingatrze zaczyna się w iście kolonialnym stylu. Wstaje późno, bo lekko po 0700, śniadanie jem godzinę później w miłej altance w ogrodzie. Sadzone jajka, tosty, owsianka, czarna kawa (po raz pierwszy od dwóch tygodni). Brązowy chłopak, który podaje mi jedzenie stara się jak może – bardzo mi odpowiada jego zaangażowanie.

Continue reading