Category Archives: Iran 2012

Iran, kwiecień-maj 2012.

13.IV.2012 – WAW-IKA.

Pomysł na kolejną wyprawę na bliski wschód pojawił się zaraz po wyjeździe do Syrii w zeszłym – 2011 – roku. Właściwie nawet nie pomysł, co niejasna potrzeba poznania kolejnych krajów w regionie. Jako że w pół roku po powrocie z Syrii jechałem na Ama Dablam, koncepcja miała niemal rok wykrystalizowanie się. Planów powstało kilka – Jemen i Oman, 2-miesięczy objazd Półwyspu Arabskiego, Jordania, Karakorum Highway, AfPak… Generalnie materiału jest na co najmniej półroczną podróż, która równie dobrze może potrwać i całe życie.

Continue reading

14.IV.2012 – Teheran, dzień 1.

Odsypiam nieco wczorajszą podróż i ok. 1200 lokalnego czasu (+2.5 godziny w stosunku do czasu polskiego) wychodzę do miasta. Muszę wymienić pieniądze i znaleźć coś do jedzenia, jako że przespałem hotelowe śniadanie. Wymiana pieniędzy wymaga tu pewnej znajomości realiów – w Iranie funkcjonują dwa kursy wymiany, oficjalny i kantorowy. Oficjalny jest o ok. 30% niższy od kantorowego. Co ciekawe, kurs kantorowy został kilka miesięcy temu zalegalizowany, wcześniej był nielegalny.

Continue reading

15.IV.2012 – Teheran, dzień 2.

Mało energetyczny początek kolejnego dnia w Teheranie – mam dosyć głośny pokój i mieszanka praktycznie nieustającego ruchu ulicznego z hałaśliwymi Persami z sąsiedztwa daje się we znaki. Śpię niecałe 6h i rano najchętniej zostałbym w łóżku. No, ale nie jestem tu dla przyjemności – trzeba nasiąkać kulturą środkowego wschodu! Po śniadaniu wychodzę więc na ulicę Amira Kabira i ruszam w stronę Pałacu Golestan. Po drodze kupuję lokalną kartę SIM – procedura podobna do nepalskiej, panowie kserują mój paszport, każą się podpisać i po chwili mam już irański numer.

Continue reading

16.IV.2012 – Teheran, Teheran-Isfahan.

Wczoraj przez większość dnia padał deszcz, podobnie przedwczoraj. Góry na północy, za miastem, schowane pod grubą warstwą chmur. Po krótkich rozważaniach decyduję się przełożyć próbę wejścia na Damavand i odwiedziny w dolinie Alamut (szlakiem zamków Asasynów) na koniec wyjazdu. Teraz pojadę na południe, w rejony pustynne, gdzie aura powinna być nieco bardziej sprzyjająca. Pierwszy przystanek – perła Iranu, pół świata w jednym mieście – Isfahan.

Continue reading

17.IV.2012 – Isfahan, dzień 1.

Wzmocniony hotelowym śniadaniem (pita ze słonym białym serem, jajka na twardo, dżem i herbata – śniadaniowy standard w Iranie, czasem trafia się też pomidor) ruszam zwiedzać perłę wschodu. Mój przewodnik opisuje trasę zahaczającą o większość miejsc godnych uwagi, idę więc na łatwiznę i zdaję się na doświadczenie autora, jak się okaże, słusznie.

Continue reading

18.IV.2012 – Isfahan, dzień 2.

Drugi i ostatni pełny dzień w Isfahanie upływa przede wszystkim na żmudnej logistyce, zresztą, jak się późńiej okaże, zupełnie niepotrzebnej. Kolejnym etapem podróży mają być góry Zagroz, gdzie chcę zrobić wiosenne wejście na glówny szczyt – Dena. A jeśli pogoda dopisze, to także kolejne szczyty w masywie – Hera oraz Bijan 1 i 2. Mam niewiele informacji (pomijając fakt, ze na forach szczyty opisywane są jako raczej turystyczne, więc całość nie powinna zająć więcej niż 3 dni w lecie), nie mam też żadnej mapy, więc postanawiam skontaktowac się z lokalną federacją wspinaczkową.

Continue reading

19.IV.2012 – Isfahan-Yasuj-Sisakht.

Dzisiaj czeka mnie dosyć długa podróż – planuję dostać się do Sisakht, miejscowości u podnóża łańcucha Zagroz, skąd mam nadzieję wyruszyć na kilka dni w wyższe partie gór. Podróż przebiega stosunkowo bezboleśnie, mimo że z początku nie mam pojęcia jak dostanę się z Yasuj do Sisakht. Nie do końca wiem też jak wyglądać będzie sytuacja ze spaniem w Sisakht – wiem, że jest tam schronisko dla alpinistów, ale nie jestem pewien, czy będzie otwarte.

Continue reading

22.IV.2012 – Shiraz i Yazd.

Shiraz niespecjalnie mnie zauroczyło i decyduję sie nieco skrócić tu pobyt. Na obejrzenie zabytków i spacery po bazarze zostaje mi pół dnia. Odwiedzam cytadelę Karim Khane Zand, w której najciekawsza jest łaźnia a potem meczet Haqil, który z kolei robi wrażenie niesamowitą kolumnadą, zamykającą główny dziedziniec od północy. Na koniec zaglądam do jednego z większych meczetów w Iranie, meczetu Jameh, który nie jest wyłącznie zabytkiem, ale przede wszystkim popularnym miejscem kultu.

Continue reading

23.IV.2012 – Yazd.

Jedyną negatywną stroną hotelu, w którym się zatrzymałem jest fakt, że nie chcę mi się go opuszczać. Leżenie na fotelo-łożach wokól chłodnego dziedzińca rozleniwia całkowicie. Śniadanie jem ponad godzinę i tylko wrodzone poczucie obowiązku wygania mnie do miasta.

Continue reading

25-26.IV.2012 – Yazd-Khoor-Yazd.

Poranek w najmniejszym nawet stopniu nie zapowiada jednego z najbardziej emocjonujących dni tego wyjazdu. Zrywam się o 0600, żeby zdążyć na pierwszy autobus do Na’in, skąd mam złapać kolejny, do pustynnego Khour. Hotel daje mi darmowy transfer na dworzec autobusowy, co jest kolejną miłą niespodzianką z ich strony i z czego skwapliwie korzystam. Co prawda okazuje się, że autobusu o 0800 nie ma, a kolejny odjeżdża o 1000, jestem więc 2.5h za wcześnie.

Continue reading