Tag Archives: Damaszek

19.III.2011 – Damaszek-Palmyra

Po 12h snu czuję się cokolwiek rześko, staram się więc możliwe szybko wyrwać z hotelu. W planach mam podróż do Palmyry i wstępne zwiedzanie tejże, a wcześniej wizytę w muzeum narodowym w Damaszku. Ale first things first, na początek spędzam trochę czasu w odkrytej wczoraj kawiarni. Tym razem próbuję herbaty – podobnie jak wszędzie tutaj, podają mocną, cejlońską mieszankę z dużą ilością cukru podanego w małym kieliszku, przypominającym kieliszek do jajka na twardo. Towarzystwo, tak jak wczoraj, stricte męskie. W pewnym momencie do środka wchodzi starsza kobieta, która chyba próbuje coś sprzedać i natychmiast zostaje przepędzona. Zaczyna się awantura – wąsaci mężczyźni się drą i machają rękoma, kobieta bliska płaczu, ale nie daje za wygraną, a wręcz zaczyna pomstować. Niechybnie rzuca klątwy na cały ród męski. Jest mi jej szkoda i chcę pomóc, ale tak niewiele rozumiem z kontekstu, że wolę nie ryzykować.

Continue reading

18.III.2011 – Damaszek

Wstaję po 5h, nieco zregenerowany, ale wciąż na lekkim długu, jeśli chodzi o sen. Szybki prysznic i ruszam w miasto – pierwszy przystanek to kawiarnia dwa kroki od hotelu. Dostaję rewelacyjną, beduińską kawę z kardamonem, która nieco stawia mnie na nogi. Kawiarnia / herbaciarnia to typowo arabski przybytek, pełen wąsatych facetów w jalabiyach, chustach na głowach, palących masę papierosów albo nargile. W telewizji stacja Al-Arabiya. Nie czuję się specjalnie wyobcowany, mimo że jestem jedynym białym – klimaty jak Nepalu, trochę zaciekawionych spojrzeń, ale zero wrogości. Po chwili życie zaczyna toczyć się utartymi torami, a moja obecność zostaje całkowicie zasymilowana.

Continue reading

17.III.2011 – W drodze do DAM.

Dzień od początku zapowiadał się intensywnie. Pobudka o 0600 i poranek w Wilnie, wczesnym popołudniem lot do Warszawy, a wieczorem kolejny do Damaszku. Od rana wiał silny wiatr, więc z pewnym niepokojem śledziłem flightstats, ale do południa nie było powodów do niepokoju – lotnisko w Wilnie działało z niewielkimi tylko opóźnieniami. Lot do WAW okazał się być całkowicie bezproblemowy, na miejscu wylądowałem sporo przed czasem. Teraz miałem przed sobą jakieś sześć godzin do kolejnego wylotu. Początkowo ambitnie planowałem zrobić jeszcze trening, ale ostatecznie poddałem się – do zrobienia były jeszcze ostatnie zakupy, czekał mnie też ciężki proces decyzyjny – jaki sprzęt turystyczny ze sobą wziąć. Liczyłem też na jakaś godzinę snu, jako że w Damaszku miałem lądować o 0400 lokalnego czasu. Ze siesty ostatecznie nic nie wyszło.

Continue reading