Tag Archives: misc

mały wężyk, mała rybka.

Z moich planów, żeby co tydzień pisać coś na YK, na razie nic nie wychodzi. Podejrzewam, że globalna średnia nawet się zgadza, ale są okresy, jak teraz, gdy tygodniami nie dzieje się nic – ostatni raz napisałem coś na początku kwietnia.

Ale nic na siłę. I nic straconego. Wszystko wskazuje na to, że już za kilka tygodni polecę na pracujące wakacje (tak, tak, słowo staje się ciałem i Miro ma szansę stać się 100% digital nomad) na tajską prowincję i będę być może miał inspirację do częstszego pisania.

Continue reading

the Great Gawd Budd.

Wróciłem do w miarę regularnej nauki tajskiego. Czytam czytanki, ćwiczę litery, piszę (na komputerze, więc to się nie do końca liczy) różne słówka. Co prawda na razie głównie wpisuje je do słownika, starając się rozszyfrować różne zwroty z tekstów. Ma to aspekt bardziej rozrywkowy niż edukacyjny chyba, ale jakieś szczątkowe informacje zostają mi w głowie.

I dzisiaj doznałem małego olśnienia.

Continue reading

on the road again.

I tak, nie do końca nieoczekiwanie, udało mi się zacząć realizację projektu podróżnego, o którym myślałem już od kilku lat. Dobra karma procentuje, ani chybi.

Jak to ostatnio bywa, tym razem znów będzie stacjonarnie – na kilka miesięcy (o ile tyle wytrzymam) zostanę expatą z wyboru (my zdieś emigranty) w bardzo bliskim mojemu sercu mieście. Outdoorowych przygód też nie powinno zabraknąć, bowiem baza do tychże będzie znakomita!

Continue reading

pięć smaków.

Kadr z filmu Podróżnicy i magowie (2003) Khyentse Norbu

W Warszawie rozpoczyna się właśnie jedno z najważniejszych, dla mnie w każdym razie, corocznych wydarzeń filmowych – Festiwal Pięć Smaków.

W tym roku bardzo ciekawy wątek – Focus: Bhutan. Część z tych filmów widziałem już wcześniej, na poprzednich edycjach festiwalu, co nie zmienia faktu, że chętnie je sobie przypomnę.

Przez najbliższy tydzień planuję więc oddawać się filmowemu rozpasaniu – na liście 15 pozycji plus kilka dodatkowych do rozważenia, o ile będę jeszcze przy zdrowych zmysłach.

<ślini się>

revolut.

Zazwyczaj nie pisuję porad podróżnych, jako że, primo, zupełnie nie zależy mi na popularności tych dzienników, i secundo, piszę je głównie celem dokumentowania swoich nastrojów, faz i fascynacji podróżnych, tradycyjnie mając w rzyci szerokie rzesze homo sapiens i ich opinie.

Ale! Od zawsze praktycznie zmagałem się z problemem optymalnego zarządzania finansami podczas podróży. Mam tu na myśli przede wszystkim unikanie prowizji (np. przy wypłatach z bankomatów) i spreadów (przy wymianie walut albo przy płaceniu kartami w rozmaitych odległych miejscach), a także możliwie wygodny dostęp do środków, najlepiej bez transferów SWIFTowych (otwarcie rachunku nawet w przyjaznej Tajlandii to droga przez mękę, o mniej popularnych krajach już nie wspominając), via bankomat, ale unikając wspomnianych wyżej opłat i spreadów.

Continue reading

The future miro.

Myślę, że odkryłem swoje nowe powołanie.

Being An Expert Yoga Teacher – Ultra Spiritual Life episode 68

Here's everything you need to know to become an expert Yoga Teacher…

Опубліковано JP Sears 8 серпня 2017 р.

Back to WAW.

No i tak, po kolejnych 3 miesiącach w BKK, wrócłem do z lekka odrażającej rzplitej smoleńsko-buracko-faszystowskiej. Za cholerę nie wiem po co. Miałem w Krungthepie wygodne mieszkanie, uroczy skuter, dobrą szkołę jogi, bazar dwa kroki od domu i całą bangkocką egzotykę i nowoczesnośc pod nosem.

Continue reading

Aklimatyzacja (kulturowa etc.)

Czytając “Landfalls. On the Edge of Islam with Ibn Battutah” Tima MacKintosha Smitha, trafiłem na fragment, który ładnie korepsonduje z moją teorią (wprowadzaną zresztą aktywnie w życie przy okazji każdej większej podróży), że trzeba co najmniej miesiąc spędzić gdzieś, żeby w minimalnym choć stopniu poczuć ducha danego miejsca (kraju, mniejszego regionu – prowincji etc.)

Continue reading

Malarone.

Kilka lat temu, po powrocie z Birmy, zamieściłem na jednym z portali ogłoszenie – chciałem sprzedać pudełko malarone (drogiego dosyć lekarstwa na malarię), które zostało mi po podróży. Pora była świąteczna, czas znakomity na krótki wywczas z agencją podróży i czarterowym lotem, więc malaron sprzedał się natychmiast.

Continue reading

WAW.

Po kilku miesiącach indochińskiego chilloutu wróciłem na ojczyzny łono. Pełen radosnej antycypacji czekam teraz na atak jesiennej deprechy.

Trzęsienie ziemi w Nepalu.

Tybetańscy pielgrzymi (among others) wokół stupy Boudhanath w Kathmandu. Duża stupa szczęśliwie nie ucierpiała, ale uszkodzona została jedna z mniejszych stup w okolicy.

Tybetańscy pielgrzymi (among others) wokół stupy Boudhanath w Kathmandu. Duża stupa szczęśliwie nie ucierpiała, ale uszkodzona została jedna z mniejszych stup w okolicy.

Sytuacja, szczególnie w Kathmandu, wygląda naprawdę bardzo mało fajnie. W sumie chciałbym tam być i robić coś, żeby pomóc, ale realistycznie – brak mi odpowiednich umiejętności typu ratownictwo medyczne, pożarnictwo, czy cokolwiek innego, co faktycznie mogłby sie przydać.

Są natomiast rozmaite organizacje, jak choćby World Food Programme, które mają dedykowane programy wsparcia dla Nepalu właśnie. Skoro nie pomogę w inny sposób, spróbuję przynajmniej tak. Kilkadziesiąt EUR to nie majątek, a starczy na masę dal bhat, pitnej wody etc.

Zachęcam.

[edit] Inny program pomocy, tym razem UNICEFu.

Axis mundi.

Usłyszałem wczoraj ciekawą opowieść o ludzie Achilpa.

Otóż jest to rdzennie australijski lub nomadyczny, który ma zwyczaj wznoszenia w centrum swoich siedlisk słupa – kauwa-auwa. Słup ten określa axis mundi, środek świata. Im dalej od słupa, tym mniej znany świat. Kiedy Achilpa przenoszą się z miejsca na miejsca, zabierają słup ze sobą i stawiają go w środku nowego siedliska.

Gdy zapytać ich, czy są ludem wędrownym, zdecydowanie zaprzeczą. Oni zawsze są u siebie, w centrum świata.