Tag Archives: Bangkok

Khanom – Bangkok.

I tak przyszło mi zakończyć kolejną iterację tajską (a w każdym razie jej element prowincjonalny). Strasznie mi szkoda wyjeżdżać z Khanom, ostatnie dwa miesiące były niezywkle udane pod praktycznie każdym względem. Tryb siedzenia tutaj przez 3-4 tygodnie, by potem zrobić krótką przerwę w dużym mieście, sprawdza się znakomicie – zresztą większość tutejszych expatów działa w ten właśnie sposób.

Continue reading →

przygody na skucie.

Jeśli jest coś, dla mnie stanowi pewną esencję bycia expatą z wyboru, to są to nocne eksploracje azjatyckich miast na skucie. W Kathmandu to się tak średnio udawało, bo o 2100 miasto praktycznie zasypia, natomiast w Bangkoku, który jest metropolią 24 godzinną, trudno o lepszy sposób na spędzenie kilku późnowieczornych godzin.

Continue reading →

z powrotem w Indochinach.

I tak oto, trzeci rok z rzędu, późną wiosną zawitałem w Tajlandii. Tym razem nieco w innym charakterze, bo jako człowiek pracy. Mój aktualny projekt prowadzony jest przez osoby, które rozumieją możliwości, jakie daje dzisiejsza technologia, i które nie mają nic przeciwko mojemu nomadyzmowi. Chwała i masa dobrej karmy im za to!

Continue reading →

pogrzeb króla Bhumibola.

W Bangkoku uroczystości pogrzebowe króla Bhumibola, który zmarł nieco ponad rok temu. Zbudowano dedykowane, wysokie na 50-metrów krematorium, setki tysięcy ludzi zjechały do BKK, żeby wziąć udział w ceremonii (nieraz przez wiele dni koczując w namiotach).

Jak wielkrotnie pisałem wcześniej, szacunek i oddanie, jakim Tajowie darzą swojego króla (także po śmierci) jest trudny do pojęcia. Zresztą monarchia stanowi kluczową część narodowej filozofii Tajlandii – nawet główny element flagi tajskiej, szeroki ciemnoniebieski pas, symbolizuje własnie monarchię.

Continue reading →

Jing jok vs dtook gae.

Jak już wielokrotnie wspominałem, mam gigantyczną słabość do gekonów. Co prawda w Bangkoku jest ich mniej niż na prowincji (w Khanom miałem w domu kilka średniej wielkości jaszczurek), ale są. W wysokich budynkach siłą rzeczy trafiają się rzadziej (chyba tylko najbardziej persystentne gady wlezą na 30 piętro), natomiast w Ekkamai, gdzie teraz mieszkam, domy są niskie, wokół pełno ogrodów, więc o gekony łatwiej. Tylko, że tutaj do mieszkania wchodzą mi tylko malutkie, kilkucentymetrowe osobniki. Większe można usłyszeć w ogrodzie, ale do tej pory nie widziałem żadnego na oczy.

Continue reading →

Maa suaan.

Wycieczki na bazar Phra Khanong praktycznie za każdym razem zapewniają jakieś niespodzianki. Do tego praktycznie codzienna nauka tajskiego powoduje, że zaczynam słyszeć coraz więcej niuansów w mowie lokalsów – różne tony, dźwięk niektórych liter i sylab. Okazjonalnie zdarza mi się rozpoznać też jakieś słowo albo zwrot, ale do podstawowej nawet biegłości jeszcze długa droga.

Continue reading →

Nowy towarzysz; uroki nauki tajskiego.

Rano kolejna wizyta na bazarze Phra Khanong, gdzie ostatnio bywam niemal codziennie. Skuter otwiera zupełnie nowe możliwości w mieście takim jak Bangkok (na przykład pozwala właśnie na codzienne wizyty na bazarach). Oczywiście boli mnie fakt, że jest to pojazd spalinowy – miałbym o wiele czystsze (pun not intended) sumienie, gdyby był elektryczny (i ładowany energią odnawialną).

Continue reading →

Wat Hong Thong.

Jak pisałem wcześniej, w piątek dostałem do ręki tutejsze prawo jazdy. Wczoraj, czyli w sobotę, rano pojechałem na On Nut wypożyczyć skuter (wypożyczenie neo-oldskulowej Yamahy Filano to wydatek 3000 THB na miesiąc), a popołudniem, już na skucie, pojechałem na jogę. Dzisiaj z kolei, w ramach walki z niedzielnym ennui, zrobiłem pierwszą wycieczkę krajoznawczą – 120 km.

Continue reading →

Shabushi.

Niedaleko stacji BTSu Ekkamai, z której zwykle zaczynam swoje codzienne podróże po Bangkoku, jest galeria handlowa Gateway Ekkamai. Generalnie nie cierpię takich miejsc, natomiast w Gateway znajduje się masa japońskich i koreańskich knajp i sklepów. A że moja ciekawość kultury japońskiej z roku na rok robi się coraz większa, bywam tam w miarę regularnie.

Continue reading →