Category Archives: Skiturowa wiosna w Tatrach.

Skiturowe i ski-alpinistyczne ekscesy w Tatrach wiosną 2015.

Tury w Moku – Rysą z Rysów.

Po kwietniowych zjazdach z rozmaitych przełęczy w rejonie Gąsienicowej, które, choć satysfakcjonujące, pozostawiły uczucie pewnego niedosytu, na zakończenie sezonu zaplanowałem zjazd nieco trudniejszy. W przewodniku W. Szatkowskiego najtrudniejszym zjazdem (S3+) jest zjazd z Rysów długim i dosyć wąskim żlebem – Rysą.

Continue reading

Tury w Dol. Gąsienicowej – z Zawratu do Dol. Gąsienicowej.

Po wczorajszym krótkotrwałym, ale bardzo intensywnym wysiłku podczas Malinowskiego, dzisiaj rano miałem bardzo poważne problemy z zebraniem się na kolejną turę. De facto byłem już gotów przebookować transport do m. st. i odpuścić wszelkie aktywności. Stopniowo jednak, małymi krokami (pierwszym krokiem było przyniesienie sobie kawy do łóżka), udało mi się doprowadzić do sytuacji, w której wyszedłem z domu. I to była dobra decyzja.

Continue reading

Tury w Dol. Gąsienicowej – Skrajna Przeł. i Przeł. Karb.

Jako że mój aktualny pracodawca wykazuje się daleką idącą nowoczesnością, jeśli chodzi o kulturę organizacji (w odróżnieniu od rozmaitych firm-dinozaurów, mentalnie głęboko zakorzenionych w poprzedniej epoce, które traumatyzowały mnie ostatnio), sporą część tego tygodnia pracować będę zdalnie z Zakopanego. To oznacza, że po pracy zostaje mi do zmroku 4-5h, które mogę wykorzystać na szybką turę.

Brakuje mi środków wyrazu, żeby opisać jak bardzo jest to fajne.

Continue reading

Tury w Dol. Pięciu Stawów Spiskich – Terinka i Barania Przełęcz.

Nie można mieć najmniejszych wątpliwości – we wszechświecie panuje równowaga, ergo po dniu chujowym przyjść powinien dzień niezwykle udany. Tak właśnie się stało. W dosyć trudnych warunkach wszedłem dziś na Baranią Przełęcz i zrobiłem najtrudniejszy swój zjazd jak do tej pory (S3 wg. Szatkowskiego).

Continue reading

Warszawa-Smoko.

Jako że jeszcze w połowie marca planowałem zostać w Tatrach co najmniej miesiąc, a może i dwa, nagłe wyrwanie ze schroniskowo-górskiego życia na projekt pozostawiło pewne puste miejsce, które teraz trzeba jakoś wypełniać. Tak się złożyło, że świąteczny horror powrócił pod postacią króliczków, jajek i dodatkowego dnia wolnego od pracy. Postanowiłem więc wrócić do Dol. Staroleśnej, próbować zakończyć to, co zacząłem tydzień wcześniej.

Continue reading

Tury na Kondratowej – z Przeł. Kondrackiej do Dol. Małej Łąki Głazistym Żlebem.

Po krótkim i niezwykle udanym interludium warszawskim powrót w rejon Kondratowej. Dziś planowałem wejść na Małołączniak, zjechać Czerwonym Grzbietem, a następnie zinwestygować na ile ryzykowny będzie zjazd (no dobrze, głównie zsuwanie się bokiem) Kobylarzowym Żlebem. Pogoda jednak pokrzyżowała te plany.

Continue reading

Tury w Chocho – Starorobociański Wierch przez Przeł. Iwaniacką, ze zjazdem do Dol. Jarząbczej.

Po wczorajszym reście miałem dzisiaj zdecydowanie więcej energii niż przedwczoraj, postanowiłem więc zrobić dużą pętlę, wchodząc na Starorobociański Wierch od strony Siwej Przełęczy, a tą z kolei osiągnąć od strony Przeł. Iwaniackiej. Ze Starorobociańskiego zaplanowałem zjazd do Dol. Jarząbczej, ale nie przez Czubik, tylko nieco inną trasą przez Kopieniec i Jarząbcze Równie.

Continue reading

Tury na Kondratowej – z Przeł. Małołąckiej do Dol. Małej Łąki przez Przechód.

Widok z Przechodu do Dol. Małej Łąki. Po lewej Wielka Turnia, bardzo piękna ściana.

Widok z Przechodu do Dol. Małej Łąki. Po lewej Wielka Turnia, bardzo piękna ściana.

Wczoraj, gdy zjeżdżałem granią z Kopy Kondrackiej na Przełęcz Kondracką, wpadł mi w oko piękny stok opadający od obniżenia pomiędzy Kopą a Małołączniakiem. Stok, co warto dodać, poznaczony nielicznymi sinusoidami, które pozostawili zjeżdżający narciarze. To dodatkowo pobudziło mój apetyt na ten zjazd.

Continue reading

Tury na Kondratowej – Przeł. Pod Kopą Kondracką – Kopa Kondracka – Przeł. Kondracka – Giewont – Hala Kondratowa.

Widok na północ z Kopy Kondrackiej. Na drugim planie ta góra z krzyżem.

Widok na północ z Kopy Kondrackiej. Na drugim planie ta góra z krzyżem.

Dziś chyba najlepszy dzień w mojej krótkiej turowej karierze. Dzień również najbardziej obciachowy w całej karierze górskiej, bowiem dzisiaj po raz pierwszy w życiu wszedłem na Giewont. Jest mi trochę wstyd. Fakt, że prawie na sam szczyt wszedłem na nartach, nieco mnie usprawiedliwia.

Continue reading