Nieudana wizyta w stoczniach (antystoczniach) rozbierających statki na elementy pierwsze. Właściciele boją się negatywnej publicity i nie pozwalają fotografować (a temat jest taki wdzięczny!). Ale emocji nie brakowało – przedmieścia Chittagong, tłumy lokalnych robotników portowch, brud, smar, rdza, kawałki statków i klimat srodze industrialny. W tym wszystkim rozemocjonowany Miro w fazie ‘zawód reporter’. I’ll be back.
Na zdjęciu typowy krajobraz bangladeskiej stoczni rozbiórkowej wraz z grupą ciekawskich ship breakerów.

