Na statku do Shuvalong poznalem kolejnego Chakmę. Bardzo są gościnni i mili. Zostalem zaproszony na obiad i kilkugodzinny chillout w chacie na wzgórzu nad zalewem Kaptai. Idylla i całkowity spokój, na koniec wręcz niepokojący marazm. Objadłem się suszonej ryby i wygrzałem na dzikim słońcu. Na słońcu o mocy dwóch słońc, słońcu na sterydach, może to nawet jest supernowa, ale jeszcze o tym nie wiemy.
Na zdjęciu Wasz niestrudzony podróżnik podczas poważnej eksploracji etnograficznej – paleniu tradycyjnej, charakterystycznej dla ludu Chakma, bambusowej fajki wodnej. I nie, wcale nie było w niej gandzi, tylko tytoń rosnący na pobliskich wzgórzach.

