Tury w Chocho – Grześ i Dol. Jarząbcza.

Po świątecznej ucieczce z Warszawy do Doliny Chochołowskiej nie mogłem doczekać się powrotu tutaj – tym razem z nartami turowymi. Minął miesiąc i jestem. Warunki bardzo – nie za dużo śniegu, stabilne lawinowe 2, śnieg zmrożony i dosyć twardy. Dzisiaj pierwsza tura – na Grzesia. Początkowo starą nartostradą, dalej już szlakiem. Powrót tą samą drogą, potem jeszcze krótka tura po Dolinie Jarząbczej, śladami santosubito.

Mimo ponad rocznej przerwy, jakoś panuję nad nartami, ale nie jest to piękna jazda – w każdym razie nie zawsze. Zjazd wąskim szlakiem z Grzesia miał duży walor edukacyjny.

W górach pustki. Spodziewałem się tłumów w związku z feriami, tymczasem schronisko jak pustelnia. W ciągu dnia nieco więcej ludzi, ale mało kto wychodzi ponad schronisko. Spotkałem dwóch innych turowców, dwóch pieszych i to by było na tyle.

Pochmurnie i lekko ponuro, z krótkimi ofensywami słońca zza chmur. Idealne tło do III Symfonii Góreckiego.