Na pierwszy dzień w Chocho klasyczna tura Tatr Zachodnich – Siwa Przełęcz przez Dolinę Starorobociańską.
Rano niespodzianka – spotkałem Sergiusza, towarzysza niedoli z czasów pracy w Accenture. Jedno z tych zupełnie nieoczekiwanych spotkań w górach – puste schronisko, opustoszałe góry i nagle trafia się na kogoś z zupełnie innych rejonów i kontekstów.
Potem szybki zjazd do czarnego szlaku, przyklejam foki i do góry. Śnieg mokry i kleisty, ale pogoda nastraja optymistcznie, świeci słońce, nieliczne chmury. Do granicy lasu jest założony ślad, potem muszę radzić sobie sam. Pomny lawinowej trójki unikam żlebów i na Siwą Przełęcz wychodzę stokami sporej buli na północ od przełęczy.
Jestem na górze w niecałe 3h, o godzinę wcześniej niż to sugerował przewodnik, więc szukam kolejnego celu. Grań na Starorobociański Wierch nie zachęca, nawiany śnieg tworzy groźnie wyglądające nawisy, jest stromo i wąsko. W drugą stronę za to lajcik, idę więc granią Ornaku aż do punktu, w którym zaczyna ona ostro opadać na Iwaniacką Przełęcz.
Powrót tą samą drogą. Pod Siwymi Skałami zdejmuję foki, przepinam wiązania i w dół. Jeden z bardziej udanych zjazdów na tym wyjeździe. Kilkaset metrów niżej radość psuje wilgotny śnieg, który skutecznie ogranicza prędkość.
Na dole chwila lenistwa na świeżo okorowanym pniu, potem podejście do schroniska. Powyżej Dol. Kościeliskiej spotkałem dwie osoby.
Kilka zdjęć:
