Niespodziewanie odzyskana lewostronność.

Dziś rano, po krótkiej sesji pływackiej (doprawdy, mam tu wprost idealne warunki do treningów triathlonowych), wziąłem szosówkę i ruszyłem na krótki, kilkudziesięciokilumetrowy objazd najbliższej okolicy. Początkowo nawet pamiętałem o tym, że w Tajlandii obowiązuje ruch lewostronny, ale po serii podjazdów w upale gdzieś mi to ukmnęło i do domu wracałem pod prąd.

Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że trafiłem na jeepa pełnego policjantów. Panowie przez chwilę jechali za mną, potem się ze mną zrównali, przywitali się, pomachali, następnie pojechali dalej. Nie dostałem mandatu, ani nawet pouczenia. :-)

Kilometr, czy dwa, dalej przypomniałem sobie o obowiązujących tu zasadach… Muszę chyba zawiązać kolorową wstążkę na lewej manetce.

Leave a Reply