Vientiane raz.

Podróż z NST do Vientiane bez niespodzianek. Kilka godzin przerwy na DMK, gdzie zaopatrzyłem się w walutę. Przez chwilę mogłem poczuć się jak przedstawiciel górnego 1%, względnie jak po podróży w czasie we wczesne lata 90-te w Polsce. “Pół miliona poproszę” – rzuciłem od niechcenia paniom kantorowym.

Mimo że kwota nikła, panie miały spory problem ze zgromadzeniem odpowiedniej ilości kipów. Może nikt ich nie kupuje w Bangkoku, mimo że różnice w kursie są minimalne.

Lotnisko w Vientiane bardzo kameralne, niewiele większe od tego w Nakhon. Po przylocie nawet mam pomysł, żeby do hotelu dojechać komunikacją publiczną, ale temperatura akurat dobija do dziennego maximum, więc kończę w klimatyzowanej taksówce.

Vientiane, widok z okna.

Vientiane, widok z okna.

Vientiana na pierwszy rzut oka ładna, dominuje niska zabudowa, sporo czerwonych, spadzistych dachów, nie brakuje zieleni. Trochę przypomina niektóre dzielnice Yangonu. Oczywiście trzecioświatowa rozpierducha szczerzy zęby gdzie się tylko da, ale daje się tu odczuć chwiejną równowagę estetyczną.

Mam nawet plan, żeby pod wieczór pojechać do jednej ze świątyń, ale jestem na nogach od 0530, cały dzień w drodze i nie starcza mi energii. Idę za to na targ kupić owoce. Po drodzę masa straganów ulicznym jedzeniem, m.in. grille z okoniami morskimi w grubej, kryształowej soli. Okonie są grilowane są w całości, na bambusowej trzcince, ale nie są na nią nadziewane, tylko rozcięta w połowie trzcinka, zabezpieczona z jednego końca włóknem, łapie rybę jak szczypce. WFPB w małej defensywie – na kolację zjadam wielkiego okonia. Panie straganiarki mają też mniejsze ryby (po 3 na bambusowym kijaszku), żaby (po dwie), nietoperze (również po dwa) i kilka innych stworzeń, których jeszcze nie zidentyfikowałem. Wiem jedno, bez zjedzenia żaby i nietoperza nie zamierzam opuszczać tego miasta.

Pod wieczór duży monsunowy deszcz. Tyle że jak w Khanom przy deszczu robi się chłodno, a przynajmniej znacząco mniej gorąco, tak tutaj nie ma to żadnego wpływu na temperaturę, jest równie gorąco, parno i duszno jak było.

One thought on “Vientiane raz.

  1. Pingback: Z TH do VN. | Yak Kharka

Leave a Reply