Qi Gong.

Dzisiaj przed zazen sesją medytacyjną w Little Bangkok Meditation Group pół godziny Qi Gong.

Do tej pory wiedziałem, że coś takiego jest. I że uprawiają to starsze chińskie kobiety na placach rozmaitych chińskich miast wsi. Kilka lat temu nawet, kiedy utknałem w Guangzhao w drodze do Birmy, zrobiłem zdjęcia takiej gimnastyce.

I dzisiaj, po długim dniu załatwiania różnych urzędowych spraw (mam wreszcie konto w tajskim w banku, o czym pewnie napiszę innym razem), mogłem poczuć się jak starsza chińska kobieta.

Gimnastyka raczej łagodna, szczególnie, że poziom zdecydowanie dla początkujących (i całe szczęście), ale po kilkunastu minutach, gdy ruchy stały się bardziej płynne, oddech uspokoił się i zrytmizował, zaczęło to przypominać bardzo wolne Kung Fu. I zaczęło być bardzo przyjemne. Do tego dochodzi aspekt medytacyjny, bo w sumie jest to forma medytacji w ruchu – tyle, że ja za bardzo byłem skupiony na pilnowaniu postawy i synchronizowaniu ruchów rąk z oddechem, żeby cokolwiek medytować.

Raczej nie stanie się to moim nowym hobby, ale przed czwartkowymi medytacjami chętnie się pobawię.

Leave a Reply