W TH jutro zaczyna się festiwal noworoczny – Songkran – który potrwa do 15 kwietnia (a realnie pewnie do końca weekendu).
To oznacza ogólnonarodowe szaleństwo podróży oraz odwiedzin (i wynikający z niego death toll wypadków drogowych). Poza tym imprezy i zbiorowe oblewanie się wodą (trochę jak nasz lany poniedziałek, ale bardziej – znacznie bardziej) i obsypywanie kredowym proszkiem.
Całe wydarzenie zostało, rzecz jasna, już dawno opakowane i sprzedane jako idealny produkt dla masowego turyzmu. Starzy tajscy wyjadacze zamykają się na te trzy w domu i cierpliwie czekają aż koszmar się skończy.
Sam, jak ogólnie wiadomo, nie cierpię takich okazji, ale po kilku miesiącach w rzeczypospolitej burackiej nawet Songkran wydaje się cudownym wydarzeniem.
Tu mała próbka z zeszłego roku (Bangkok, ulica Khaosan, która słynie z Songkranowych ekscesów):

A tu z kolei nieortodoksyjne podjeście do wodnych ekscesów, 555:
–> https://www.facebook.com/ThaiVisaNews/videos/10156050591223012/