Z przykrością donoszę, że po prawie pięciu latach ciężkiej pracy wyzionął ducha mój tablet – Acer Iconia A510.
Objechał ze mną spory kawałek Azji – byliśmy razem w Birmie, na Sri Lance, w Bangladeszu, w Tajlandii (trzykrotnie, w sumie jakieś 8 miesięcy) w Laosie i Malezji, na eskapadach narciarskich w Tatrach i Alpach Szwajcarskich. Tablet dzielnie znosił upał, mróz, wilgoć, kurz, ulewne deszcze i piasek, mrówki, gekony, upadki na ziemię, azjatyckie autobusy, samoloty, pociągi, tuktuki i motocykle. Służył do lekutry, do pisania dzienników i maili, jako backup zdjęć, do gry w Sudoku i Scrabble, jako asystent medytacji (zastępując gong), GPS, słownik, do filmów i czasem również do muzyki.
Bez tabletu podróże byłyby o wiele bardziej uciążliwe.
Pomimo ciężkich wysiłków i flashowania dziesiątek różnych ROMów, nie udało mi się przywrócić go do życia. ;-(
Z całego serca dziękuję mu za te kilka wspólnych lat.
