Dzisiaj Visakha Buja, zwana także vesakiem, najpoważniejsze chyba buddyjskie święto. Kraj od kilku dni w atmosferze światęcznej, wszędzie flagi, festiwale, festyny.
Zasadniczo są to obchody narodzin Buddy Gautamy, ale przy okazji celebruje się także oświecenie i śmierć rzeczonego. Zaplanowałem sobie nawet poranną wizytę w świątyni, ale od rana monsunowy deszcz, plus ja tak średnio lubię wszelkie obchody (i niezbyt wiele wnoszą one do mojej praktyki), więc pewnie wybiorę się wieczorem, o ile w ogóle.
☂
Mój kot okazał się być kibolem. Dowiedziałem się, że w czasie, gdy nie ma go w domu (zwykle w porze śniadania i kolacji, kiedy brutalnie wyganiam go z kuchni pryskając wodą i sycząc), chodzi do landlady, wdaje się w bójki z jej psem i próbuje wyjadać mu z miski jedzenie. A ja naiwnie myślałem, że on poluje na chrząszcze w tym czasie… Nasza relacja zrobiła się nieco chłodniejsza od kiedy okazało się, że nawet najbardziej dramatyczne miauczenie nie przekłada się na miskę jedzenia. Ale wieczorami wciąż razem oglądamy seriale.
☂
Ceny ziemi w okolicy (a konkretnie tej jej części, którą sobie upatrzyłem) idealnie zgodne z oczekiwaniami. Kto wie, może mój lekko szalony plan, żeby w ciągu kilku lat kupić tu hektar albo dwa, w środku postawić drewniany dom w stylu tajskim, a reszcie pozwolić zdziczeć w indochińską dżunglę, ma jakieś szanse powodzenia.
☂
Dziś podczas plażowego biegania zostałem osaczony przez lokalne psy. Było gorąco, prawie doszło do rękoczynów. Ostatecznie, po odrobinie eskalacji, obie strony wycofały się na z góry upatrzone pozycje, zachowując twarz i bez ofiar.
☂
Poza tym, jak to w Khanom, cisza i spokój. Znam już tu tyle osób i miejsc, że czuję się na poły lokalnie. Przez dwa lata prawie nic się nie zmieniło – pojawiła się nowa knajpa, za to inna się zwinęła. Otworzyło się coś wielkiego i bardzo turystycznego w stylu hawajskim (zaczynało się budować podczas mojego ostatniego pobytu). Na bazarach te same panie sprzedają owoce i warzywa. Nawet psy się nie pozmieniały. Muszę odwiedzić swojego poprzedniego landlorda i powiedzieć mu สวัสดีครับ.
Aaa, zaraz, jest jedna, olbrzymia zmiana. Pojawiła się pralnia – pod wiatą stoją trzy pralki (takie otwierane od góry), w których za trzydziestaka można uprać wszystko (być może nawet sumienie). Bardzo to wygodne, szczególnie, że w aktualnym domu nie mam pralki. Rozważam upranie kota – może oczyści go to ze złych wpływów cywilizacji i zamiast żebrać o jedzenie zacznie polować na myszy etc.
