village life.

Wioskowe życie powoli mnie wciąga – tym razem pozytywnie. Nie nudzę się, bo mam zajęcia zawodowe – a z drugiej strony, wszechogarniający spokój okolicy siłą rzeczy wchodzi mi do głowy.

🌤
W sobotę wybrałem się skutem (chociaż de facto on jest większy od małych motocykli, więc zaczynam mieć pewne wątpliwości co do jego klasyfikacji) do Sichon. W Sichon jest Big C, sieciowy supermarket który często odwiedzam w Bangkoku. Jest też kino. I markety budowlane. Generalnie – metropolia. Spodziewałem się, że lokalne Big C będzie wyposażone równie dobrze, co ich sklep na bangkockim Ekkamai – było to zdecydowanie błędne założenie. W kinie z kolei filmy bez angielskich napisów. Tak właśnie wygląda życie na wiosce. ;-)

🌤
Pozytywną stroną tej eskapady było pokonanie większego dystansu na skucie. Co prawda w zeszłym roku, jak tylko zrobiłem tutejsze prawo jazdy, wybrałem się na wycieczkę 120-kilometrową, i to na skucie o wiele mniejszym, natomiast tutaj jechałem głównie po autostradzie i mogłem się nieco rozpędzić. Po raz pierwszy w życiu jechałem czymkolwiek własnoręcznie prowadzonym szybciej niż 100 km/h. Generalnie jest to średnie doświadczenie – opory są spore, skut wibruje i lekko go nosi na lewo i prawo. Forza ma chyba taki sweet spot gdzieś między 60-80 km/h. Poniżej dziwnie się jedzie na czymś tam dużym, powyżej jest nieco niekomfortowo.

🌤
Koty to jednak nie moja bajka. Po kilku dniach prób rozstałem się i z tym sierściuchem. Za bardzo to roszczeniowe, interesowne i hałaśliwe (doprawdy, każdego dnia powinienem dziękować Buddom, że nie dorobiłem się bachorów, to wszak milion razy gorsze od kota). Jednak pies to zupełnie inna jakość.

Weźmy na przykład psa Odyseusza, Argosa. Gdy jego pan wyruszył w podróż, pies podupadł na zdrowiu i nastroju (pewnie wpadł w kliniczną depresję), jednak cierpliwie czekał przez 10 lat na powrót Odysa. Gdy ten pojawił się, przebrany dla niepoznaki za żebraka, pies zwlókł się z kupy śmieci, na której dogorywał, podszedł do dawno nie widzianego pana, polizał go po łydce, po czem wyzionął ducha u jego stóp.

Czy ktoś kiedyś słyszał, żeby coś takiego zrobił kot? Kot, zobaczywszy, że Odys znika za zakrętem, natychmiast poszedłby miauczeć pod dom sąsiada, gdzie zostałby już na zawsze, w cholerę zapomniawszy o Odysie, Penelopie i całej greckiej mitologii, pod warunkiem, że co wieczór ktoś rzuciłby mu kawałek zgniłej ryby.

🌤
Poranki spędzam w jedynej kawiarni w okolicy, Khanom Esspresso. Poza mną regularni bywalcy: dwójka głośnych, włoskich emerytów, jeden relatywnie dystyngowany Anglik, czytający poranną gazetę i jeszcze jeden anglojęzyczny farang. Wszyscy min. 30 lat starsi ode mnie. Najwyraźniej to jest okolica emerytalna. I bardzo dobrze – oby tak zostało, najbardziej teraz w życiu potrzebna mi cisza, spokój i żeby wszyscy, włącznie z kotem, się ode mnie odpierdolili (najlepiej na zawsze). ;-) W tym rejonie daje się te cele całkiem nieźle realizować.

🌤
W morzu totalna eksplozja populacji krabów pustelników. Jest to aż nie do uwierzenia – kilka lat temu było ich może 20% tego, co teraz. Nie wiem czy to kwestia ocieplających się mórz, czy akurat trafił się taki sezon, ale praktycznie każda spiralna muszla zajęta jest przez kraba. Rzecz jasna, jako dobry buddysta i miłośnik natury, nie będę ich z tych muszli wyciągał, więc swoje sesje shell huntingów ograniczam do niskich pływów. Cześć muszli zostaje wtedy na brzegu, gdzie słońce wysusza nieszczęsne kraby na wiór, które to wióry są następnie zjadane przez ptaki – w ten sposób można w miarę nieinwazyjnie pozyskać kilka muszli. Gromadzę też przy okazji dobrą karmę – z lekka podsuszone kraby, które jeszcze dychają, wrzucam z powrotem do morza. Uratowałem już w ten sposób dziesiątki sztuk.

Przeczytałem ostatnio, że pustelniki mają bardzo ciekawy zwyczaj. Kiedy jeden z nich wyrośnie z aktualnej muszli i znajdzie nową, która jednak jest dla niego za duża, czeka przy tej muszli aż pojawią się inne osobniki. Jeśli żaden z nich nie pasuje do muszli, ustawiają się w łańcuch, uporządkowane od największego do najmniejszego (ciekawe jak to oceniają – podejrzewam, że wydzielając jakieś substancje chemiczne, nie podejrzewam ich o tak rozwinięty zmysł wzroku). W takim łańcuchu może być nawet 20 krabów. Gdy w końcu pojawi się osobnik o odpowiedniej wielkości, zgromadzone towarzystwo szybko dokonuje sekwencyjnej zamiany muszli na większe.

Krabom należy się sesja zdjęciowa.

🌤
Pogoda w tym roku prawie jak jesienią w Warszawie. Pada niemal codziennie – raz padało przez cały dzień non-stop. Dzięki temu potrafi być cudownie chłodno. Potrafi też być koszmarnie duszno i gorąco – w dni, w które zbiera się na burze. Prognozy na wunderground, czy accuweather zupełnie się nie sprawdzają, trzeba polegać na własnych analizach.

🌤
Plany na najbliższe dni – odwiedzić lokalny bazar z rybami i owocami morza. Jak głupi pojechałem tam ostatnio rano, zakładając, że rybacy wracają z morza o świcie. Okazuje się, że najświeższe okazy można kupić ok. 1500.

Poza tym: zacząć chodzić do świątyni na wieczorne śpiewy. I zrobić zdjęcia różnym bocznym drogom w okolicy – 2-3 km od morza zaczynają się tutaj naprawdę piękne, zielone, niemal puste rejony z farmami kokosowymi, lasami i niskimi wzgórzami.

Leave a Reply