wizyta w Nakhon Si.

Jako że wygasało mi pozwolenie na pobyt, wczoraj wybrałem się do immigration office w Nakhon Si Thammarat celem przedłużenia.

Rzecz jasna pojechałem skutem! 100 km w jedną stronę. Generalnie rewelacja, całą sprawę załatwiłem w 3.5h, kosztem pół baku benzyny. Trochę byłem po tym wszystkim zmęczony, szczególnie, że powrót wypadał po 1000, gdy słońce operowało już całkiem bezlitośnie, ale zasadniczo pełen sukces.

Immigration w Nakhon bardzo małe i bardzo cywilizowane, całą sprawę załatwiłem w 10 minut. Najwyraźniej na naszej prowincji farangów mało (i niech tak zostanie). Na miejscu zupełnie niespodziewanie spotkałem landlorda, który był bardzo zaskoczony faktem, że wybrałem się tak daleko na skuterze.

Nieco dłuższe trasy mają to do siebie, że łatwo oswoić się z większymi prędkościami, co nie zmienia faktu, że 100 km/h to górna granica, jeśli chodzi o mój komfort psychiczny. Ale zaczynam być ciekaw jak to jest na bardziej opływowym, aerodynamicznym motocyklu, na którym się wręcz leży, a nie siedzi.

Aha, i kilka h na skucie to jednak pewien wysiłek fizyczny – post factum byłem nieco obolały.

Leave a Reply