Otóż, dokładnie w dniu mojego – tymczasowego – powrotu do EU, wystąpi w Khanom tajski artysta reggae, Job 2 Do.
Chyba numer jeden tajskiego reggae, tak w każdym razie wynika z playlist na YT:
A tu chyba największy przebój:
https://www.facebook.com/WHATILIKE182/videos/2045810038993036/UzpfSTUwOTYxMTM3MjQxMTU3MjoxODA0MDgyNjk2Mjk3NzYw/
No tak, faktycznie wpada w ucho.
Nie ukrywam, że muzycznie raczej jestem teraz w obszarze bezrytmicznych i ospale melodycznych szumów i burczeń, względnie free-jazzowej rozpierduchy rytmiczno-melodyczno-konceptualnej, której z odwodem przychodzą czasem klasyczny Miles, Coltrane, Evans, a nawet Monk, co nie zmienia faktu, że gdy czasem spaceruje sobie tu po plaży wieczorem i dociera do mnie jakieś odległe reggae, to czuję pewną nostalgię…
Najpewniej jest to nostalgia za czasem, gdy byłem tak młody i głupi, żeby bezkrytycznie oddać się takim brzmieniom. Ale nic straconego, ostatnio męczę Świat Czarownic, więc może jest świat poza abstrakcjami (albo to kryzys wieku średniego).
Du du du.
