Gekony mają chyba teraz okres godowy, bo rozszalały się na dobre (albo to towarzystwo dużego brata gekona tak je ośmiela). Ganiają się po ścianach jak wariaty, skrzeczą, spadają na podłogę z charakterystycznych plaskiem… Ba, wczoraj jeden spadł mi do prosto do umywalki – najwyraźniej wystraszył się światła, które znienacka zapaliłem w łazience.
🙗
Ale to jeszcze nic! Dzisiaj w lodówce (nie mam zielonego pojęcia jak on tam wlazł) znalazłem na wpół zhibernowanego gekona. Sczerniał nieco, ale ruszał się jeszcze – co prawda bardzo powoli. Po ewakuacji z niskich temperatur szybko wrócił do normy.
🙗
Okazuje się, że we wiosce mamy studnię oligoceńską. Widziałem ją już dwa lata temu, ale że wtedy poruszałem się na rowerze, to nie korzystałem, wodę przywoził mi landlord. Tym razem mam środek transportu przeznaczony do przewożenia cięższych ładunków, więc mogę uzupełniać zapasy H2O w sposób relatywnie ekologiczny.
Oczywiście nie miałem pojęcia ile kosztuje litr wody, więc wrzuciłem do maszyny 5 THB. Wygląda na to, że aktualna stawka to 5 litrów za bahta.
🙗
Jako że gotuję sam (i wychodzi mi to nawet całkiem nieźle), mocno zaniedbałem lokalne knajpy. Co było błędem – kilka dni temu pojechałem do jednej z nadmorskich garkuchni i zjadłem najlepszą zupę rybną w życiu (de facto była to zupa tom kha, tyle że zamiast mleka kokosowego pływała w niej smakowita, morska ryba). Poprosiłem o dużą porcję i dostałem litrowy chyba garnek, który pochłonąłem jak ćpun na głodzie. Do tego grillowany kalmar i ryż. Gastro błogostan.
🙗
W ogóle ciekawa sprawa, kalmar po tajsku to ปลาหมึก (bplaa meuk). A ośmiornica to ปลาหมึกยักษ์ (bplaa meuk yak). ยักษ์ (yak) to demon, gigant, potwór etc. Wychodzi więc na to, że ośmiornica to kalmar olbrzymi (albo potworny, względnie demoniczny).
🙗
W sobotę wracam do BKK, a w niedzielę lecę do rzplitej burackiej. Zupełnie, ale to zupełnie mi się nie chce, zadomowiłem się tutaj i znalazłem prawie idealny work/life/location balance. Znalazłem nawet używaną skucicę, dokładnie ten sam model, co mój aktualny, tyle, że biały… Przy kilku miesiącach bardziej opłaca się kupić (a potem sprzedać) niż wynajmować.
Co prawda jest szansa, że z początkiem sierpnia wrócę na kolejne 2 miesiące w podobnym trybie, ale nie wiem jeszcze na pewno.
🙗
Zauważyłem też, że moja nomadyczna natura zaczyna się domagać zmian. Fajnie jest w TH, ale już łapię się na analizach czy pasowałby mi życie w Laosie (Vientiane to urocze i bardzo przytulne miasto, choć nie wiem, czy nie za ciche dla mnie) albo Vietnamie (np. HCMC, czyli dawny Saigon – nowoczesne miasto z potężną deltą Mekongu pod ręką, a ja zawsze miałem słabość do dużych rzek).
Ha, czyli jest szansa, że to dopiero początek drogi…

