Dzisiaj rano pojechałem popracować z jednej z lokalnych kawiarni – I.d. Okazało się, że jest w remoncie, ale kawałek dalej, na ulicy Pasteura, zaraz obok sporego zielonego skweru nieopodal Pałacu Zjednoczenia, znalazłem inną.
☵
De facto kilka innych. Wszystkie strasznie fajne i z cokolwiek niewymuszoną atmosferą. Jako że ja, podtrzymując przedwojenną jeszcze tradycję z lekka wyrafinowanego intelektualizmu, uwielbiam pracować z kawiarń, HCMC zyskało duży plus. Bardzo podobają mi się też centralne dzielnice, z ulicami pełnymi drzew i szerokimi, paryskimi alejami, również zwykle zadrzewionymi.
☵
Mam poczucie, że jest tu jakaś równowaga pomiędzy azjatyckim chaosem a wyciszeniem i równowagą. Miasto nie jest też jakoś koszmarnie rozwinęte – bardzo, z atmosfery przynajmniej, przypomina mi Yangon. Generalnie mam mocne wrażenie, że it’s growing on me. Dzisiaj nieco szalony dzień (objechałem prawie pół miasta przed pracą, potem zgubiłem kartę do windy, a popołudniem miałem poniedziałkowy zalew maili i calli), więc wieczorem zaległem na balkonie z widokiem na pseudo Mekong (Sông Sài Gòn, czyli Saigon River nieco na północ of Mekongu), ale muszę nieco poeksplorować rzeczne nabrzeża w najbliższych dniach.
☵
Co ciekawe, natarczywi sprzedawcy, o których się tyle naczytałem, zasadniczo dają mi spokój. Pewnie dlatego, że jestem łysy i patrzę wilkiem. A może już na tyle oswoiłem się z tym kontynentem, że mam inną definicję natarczywości.
☵
Niedaleko ode mnie jest miejsce, które nazywa się Saigon Pearl. Niezwykle romantyczna nazwa. Niestety rzeczywistość jest nieco mniej romantyczne – to koszmarne kondominium w stylu przedmieść chińskich miast widm.
☵
Subiektywną listę top 15 kawiarń w HCMC można obejrzeć sobie tutaj.
