hello, shadowlands.

Pojawiła się nowa, fascynująca książka nt. rozmaitych form zorganizowanej przestępczości i ich wpływu na ekonomię i społeczeństwo Południowo-Wschodniej Azji – “Hello, Shadowlands: Inside the Meth Fiefdoms, Rebel Hideouts and Bomb-Scarred Party Towns of Southeast Asia” Patricka Winna.

Dwa pierwsze rozdziały opisują sytuację w Birmie (Mjanmie), która jest krajem zazwyczaj nie do końca rozumianym przez przypadkowego turystę. Bo obok złotych stup, typowej dla tej części Azji roślinności, pięknych rzek i powoli popadających w ruinę budynków z ery kolonialnej, Birma jest jednym z największych producentów metamfetaminy i heroiny na świecie. Do tego jest krajem mocno podzielonym etnicznie, gdzie w każdym praktycznie regionie, poza częścią centralną, mają miejsce jakieś niepokoje na tle etnicznym. Przykładem z pierwszych stron gazet jest dramatyczna sytuacja muzułmanów Rohingya w stanie Arakan (de facto ludobójstwo, sankcjonowane nawet przez skompromitowaną dzisiaj gwiazdę birmańskiej demokracji Aung San Suu Kyi) – o czym nawet pisałem nieco w swojej relacji z podróży po Birmie w 2012 roku.

Duża częsc metamfetaminy z Birmy trafia do sąsiednich krajów, m. in. Tajlandii, gdzie znana jest jako yabaa (ยาบ้า), czy do Bangladeszu. To już nawet nie jest epidemia, tylko styl życia. I rozmaite zrywy war on drugs, nie tylko nie rozwiązały problemu, ale jedynie go zintensyfikowały. Od jakiegoś czasu pojawiają się nawet głosy, żeby metamfetaminę w Tajlandii zalegalizować, podobnie jak marihuanę. Jest to chyba najlepsze rozwiązanie, biorąc pod uwagę skalę problemu.

Trzeci rozdział opisuje aborcyjne podziemie na Filipinach. Tam mnie jeszcze co prawda nie było, ale to, jak sądzę, kwestia czasu. Filipiny to kraj głęboko katolicki (podobnie do rzplitej burackiej de facto), a katolstwo to – jak powszechnie wiadomo – jedno z głównych źródeł cierpienia na tej planecie, aborcja jest więc zakazana. Jako że duża część społeczeństwa żyje w skrajnym ubóstwie, taka polityka powoduje jedynie pogłębianie ubóstwa i skazuje miliony kobiet oraz dzieci na życie w nędzy, głodzie i braku jakichkolwiek perspektyw. Typowa katolska hipokryzja. Do tego dochodzi radykalna polityka antynarkotykowa Duterte – kolejna edycja bezsensownej war on drugs – gdzie za dystrybucję wszelkich zakazanych substancji grożą bardzo radykalne sankcje, ze strzałem w tył głowy włącznie.

Mimo tego na Filipinach kwitnie podziemny rynek rozmaitych śródków poronnych, począwszy od ziołowych tynktur po środki takie jak cytotec. Wokół tego podziemia powstaje barwna subktultura, w którą odważnie wchodzi autor.

Czwarty rozdział to nieco oklepany już temat prostytucji w Tajlandii, ale przedstawiony w kontekście separatystycznych tendencji muzułmanów w południowych prowincjach królewstwa. Czyli w sumie niedaleko od mojej tajskiej samotni. Warto wiedzieć, że prowincje Yala, Pattani i Narathiwat, to obszary odrębne kulturowo, narodowo i religijnie od reszty Tajlandii. Żyją tam muzułmanie, którzy historycznie byli członkami królestwa Pattani wywodzącego się z narodów Malezji, muzułmańskiego i – co ciekawe – przez długi okres rządzonego przez kobiety. Mamy więc tu przykład tajskiego (i buddyjskiego, co przyznaję z bólem) zaboru. Jeśli do tego dorzucimy zupełnie inne standardy moralnosci w obu krajach, nietrudno o stany zapalne. I tak, od lat mamy w południowych prowincjach coraz bardziej radykalizujących się muzułmanów, ataki bombowe, stany wojenne i generalnie pewną kalkę z sytuacji w granicznych prowincjach birmańskich, ale bez ton yaba w tle.

Piąty rozdział opisuje subkulturę złodziei psów w Wietnamie. Temat fascynujący, ale napiszę o nim za kilka dni. Natomiast polecam wpisać w YT “trom cho” albo “vietnam dog thieves”, żeby zrozumieć jak poważne emocje są tutaj zaangażowane. Osobiście wolę psy od ludzi, więc w zupełności te emocje rozumiem.