festiwal pięć smaków.

Ziemny pies (c) http://piecsmakow.pl

Jak co roku w listopadzie, w Warszawie odbywa się festiwal kina azjatyckiego – Pięć Smaków. Chodzę od lat, o ile akurat nie jestem w rozjazdach. Jako że wg. kalendarza lunarnego mamy właśnie rok ziemnego psa, maskotką festiwalu jest pies właśnie. Wcześniej mieliśmy świnię, smoka, małpę etc. W tym roku postanowiłem oddać się kinematograficznej orgii i kupiłem karnet na cały festiwal. Zapewne post-factum na dzwięk słowa “kino” będę dostawał mdłości.

Gdyby nie to, że jestem jesiennie rozleniwiony, napisałbym nieco więcej. A tak wspomnę tylko o jednym filmie, nowym obrazie Midiego Z, 14 jabłek. Birma to fascynujący kraj, a Midi Z ma niesamowity talent do statycznego, minimalistycznego reportażu, który pokazuje go od strony zupełnie nie znanej na świecie (np. życia górników w dzikich kopalniach jadeitu, czy birmańskich emigrantów pracujących na czarno w Tajlandii).

Zasadniczo polecam z całego serca: piecsmakow.pl.

[edit] No i po festiwalu. Obejrzałem 13 filmów – z zaplanowanych 16 – co jest wynikiem bardzo dobrym. W tym roku nieco przeszkadzała mi nadpodaż animacji, których nie trawię. Nie wiem, z czego to wynika, ale w pewnym momencie (gdzieś w okolicach 21-23 roku życia), całkowicie straciłem ciekawość do gier komputerowych (wyłączając sudoku i skrabla), komiksów i animacji. W tym roku na festiwalu było chyba z dziewięć pełnometrażowych filmów animowanych, które zupełnie niepotrzebnie zabierały miejsce nieanimowanym produkcjom. Na przyszłość powinny być pokazywane w osobnych blokach, bo ciężko sobie układać plan oglądania wokół nich.

Poza tym obejrzałem z pięć inspirowanych festiwalem filmów z torentów i jeden na vod.pl. Ogólnie, bilans tych 8 dni to jakieś 20 filmów.

Co najbardziej zostało mi w pamięci?

      14 jabłek” Midiego Z,
      Mord” Shinya Tsukamoto,
      Krew wilków” Kazuya Shiraishi (nota bene, uwielbiam filmy Yakuza, gdyby nie to, że nie cierpię tatuaży, już dawno miałbym na plecach klasycznego japońskiego smoka),
      Song Lang” Leon Quang Le,
      Rok 1987” Jang Joon-hwan.

Z tajskich filmów obejrzałem tylko jeden – “Samui Song” – i było zdecydowanie marne kino.

W tym roku kupiłem karnet i to była dobra decyzja – wchodziłem gdzie chciałem i kiedy chciałem. Powinno być coś jak fast track dla posiadaczy karnetów – i.e. wejście bez kolejki. I drzwi powinny być zamykane w chwili rozpoczęcia seansu, bo towarzystwo, które się schodzi na seans kwadrans po rozpoczęciu to dramatyczna żenada. Ale moje miasto słojem stoi, więc ciężko oczekiwać znajomości podstawowych zasad dobrego wychowania i szeroko pojętej kultury osobistej.

Byłem też na warsztatach z Panią Onigiri, gdzie nauczyłem się lepić japońskie ryżowe kanapki. Super patent dla osób, które, jak ja, muszą eliminować z diety gluten.

Żałuję tylko, że nie będę w stanie ogarnąć koncertów z cyklu Radio Asia. Ale będę w tym czasie w Azji, co mnie częściowo usprawiedliwia.

One thought on “festiwal pięć smaków.

  1. Pingback: z kącika kinomana. | Yak Kharka

Leave a Reply