monsun.

Chcieliście monsun, no to go macie,
Skumbrie w tomacie pstrąg.

Chociaż bardziej na miejcu byłoby: Gekon na palmie khlong.

O naszych deszczach piszą już krajowe (Bangkok Post), choć jeszcze nie światowe, media:

Weekend deluges flood South.

Moja prowincja w deszczowej awangardzie. Co prawda sytuacja w Khanom jest nieco lepsza niż w Surat, czy Nakhon Si Thammarat, głównie dlatego, że wokół mamy pola i plantacje, a nie tony betonu, jak w dużych miastach. Tym samym, woda ma gdzie uciekać i w co wsiąkać. Chociaż przy tym poziomie opadów idzie jej to dosyć opornie i niżej położone drogi są pozalewane, a w niektórych miejcsach płyną przez nie spontanicznie powstałe strumienie. Lokalsi gromadzą się tam i na podrywkę łowią małe rybki.

Wczoraj jadąc skrótem na bazar przejeżdżałem skuterem przez kilkudziesięciometrową kałużę o ok. 20cm głębokości. De facto małe jezioro. Skuter na razie sprawdza się jako amfibia, pytanie tylko do jak głębokiej wody można nim wjechać.

Jak by nie patrzeć, ciekawe doświadczenie. Na tajskiej prowincji żyje się bardzo blisko natury i taka lekka anomalia jest fascynująca. Znaczy się, dla mnie, bo dla osób, którym powodzie zalewają domy, już niekoniecznie.

Leave a Reply