Ostatni dzień w GT bez specjalnych atrakcji. Deszcz, który miał spaść dzień wcześniej, spadł dzisiaj i zostałem uroczo przemoczony. Najpierw spadło kilka niezobowiązujących kropel, które zlekceważyłem, następnie kilka poważniejszych kropel, które spowodowały, że zacząłem szukać schronienia (nie chciało mi się ubierać w plastikowy płaszcz, który wożę w bagażniku). Zanim je znalazłem, byłem już cały mokry, więc po prostu pojechałem dalej.
Kolejnego dnia miałem ambicję dotrzeć do Khanom pod wieczór, ale coś źle skalkulowałem i spóźniłem się 2 minuty (!) na pociąg do Padang Besar. To oznaczało 2 frustrujące godziny czekania na dworcu Penang Sentral.
Wcześniej prom z Georgetown do Butterworth:
Jeśli kiedyś popłynę takim statkiem, proszę mnie znaleźć i zastrzelić – nic już dobrego mnie nie spotka.
Po dwóch godzinach na dworcu pociąg na granicę. Tam moto, które mnie przewiozło przez obydwie granice i zawiozło na dworzec minibusów po tajskiej stronie. W międzyczasie urocza i miła pani celniczka, która mnie ostrzegała przed Pabukiem (storm w tajskiej wersji angielskiego to satooom – myślałem, że mówi o czymś do jedzenia) i dała normalną pieczątkę. Ergo, mogę siedzieć w Królestwie kolejne 3 miesiące.
Dalej minibus do Hat Yai (1h), kolejny do Nakhon Si Thammarat (ca. 4h) i zrobiła się 1930, czyli za późno na powrót do Khanom, bo nic już nie jeździło na wieś. Znalazłem więc prowincjonalny hotel, gdzie za zawrotną sumę 1200 THB wynająłem junior suite z wanną i osobną sypialnią. Po całym dniu w pociągach i minibusach należy być dla siebie bardzo dobrym! Ulica przed hotelem zalana wodą z tajfunu gdzieś do pół łydki. Przpomniały mi się pierwsze godziny w Dhace jesienią 2014. Woda zalała też kilka sklepów, miejscami widać było zapory z worków z piaskiem, ale poza tym żadnych poważniejszych skutków tajfunu.
Kolejnego dnia rano po wodzie nie było już śladu. Po drodze do Khanom kilka powalonych palm i zerwanych kabli elektrycznych, ale poza tym nic. Zasadniczo mieliśmy sporo szczęścia – pomijając jakieś drobne wypadki (na głębokim południu zatonął kuter, kogoś przywaliło drzewo) nie wydarzyło się nic.


