Lumphini i Panpuri (i nadchodzące wybory).

Przedwczoraj wieczorem wybrałem się na spacer do parku Lumphini. Myślałem, że będzie w miarę pusto, tymczasem tłumy biegaczy i innych aktywistów fizycznych. Do tego masa kotów. Nie wiem czy to sezon na koty akurat, czy wyłażą z różnych nor i zakamarków dopiero po zmroku, bo wcześniej ich nie widziałem tak en masse – ale bywałem w ciągu dnia zwykle.

Zasadniczo w BKK powinno być więcej zieleni, więcej kanałów i dużo, dużo mniej samochodów.

Podobają mi się też okolice parku Lumphini. Dużo bardziej centralnie położone niż Ekkamai, wyraźnie też droższe, ale mają bardziej wielkomiejski charakter i atmosferę czegoś bardziej solidnego i ponadczasowego. Coś jak niektóre ulice w centrum Londynu.

Okolice Parku Lumphini nocą.

Odkryłem też nowy onsen! Nazywa się Panpuri i jest z wyraźnie innej półki niż Yunomori. W samym centrum, niedaleko stacji Chid Lom, na 12 piętrze jednego z okolicznych wieżowców. Można, leżąc w solankach i innych takich, podziwiać panoramę BKK. Trochę za dużo obłsugi, za to w miarę nieinwazyjnej. Osobiście nie lubię, żeby mną się zajmować za bardzo, ale to poniekąd business as usual w miejscach, które aspirują do bycia relatywnie ekskluzywnymi.

Został mi jeden dzień tutaj. W niedzielę wracam do Khanom na 2 tygodnie, a potem… No właśnie, jeszcze sam nie wiem. Mam kilka opcji – Penang, Phnom Penh, może powrót do rzplitej burackiej na jakiś czs (na co mam mniej więcej taką ochotę jak na kąpiel w pla ra – akurat przedwiośnie i syfiastość W-wy wgryzająca się w oczy jak jakiś wizualny pasożyt), być może kilka miesięcy w Bangkoku? Z cała pewnością muszę się ruszyć znad morza na jakiś czas, bo zaczynam się tam zadomawiać za bardzo. A zadomowienie to wróg nomadyzmu.

W TH zbliżają się wybory – pierwsze od przejęcia władzy przez juntę w 2014 r. – i sytuacja robi się coraz bardziej napięta. Niedawno księżcznika Ubolratana, siostra aktualnego króla Ramy X (księcia Vajiralongkorna) ogłosiła, że będzie kandydatem na premiera jednej z antymonarchistycznych partii związanych z byłym premierem Thaksinem Shinavatrą. Wczoraj, król (de facto jeszcze nie koronownany – koronacja ma mieć miejsce po wyborach, w maju) ogłosił, że rodzina królewska nie może mieszać się do polityki i zabronił siostrze kandydować. Andrew McGregor Marshall, jeden ze znanych antymonarchistycznych komentatorów, nie przestaje pisać o rosnącej polaryzacji i coraz bardziej gorącej atmosferze. Trzeba brać poprawkę na jego bardzo mocną prodemokratyczną postawę (i gigantyczną niechęć do monarchii), co nie zmienia faktu, że żyję w ciekawych czasach w całkiem ciekawym miejscu.

Równolegle coraz bardziej zaostrzane są kryteria wizowe. Jeszcze kilka lat temu, można było full-time żyć w TH na wizach turystycznych. Teraz coraz więcej osób nadużywających takich wiz (to ja!) jest przesłuchiwana przez pracowników immigration i czasami zawracana do kraju, z którego przylecieli. Coraz trudniej jest też osobom na wizach dla emerytów, z miesiąca na miesiąc pojawiają się nowe obostrzenia. Ciekaw jestem, czy to takie stroszenie piór przed wyborami, czy faktycznie zmienia się oficjalne podejście do cudzodziemców w LOS. Mam już co prawda plan B (i C) na wypadek totalnego wizowego crackdown, ale prawdę powiedziawszy, nie wiem, czy warto na siłę siedzieć w kraju, który – przy wszystkich swoich wadach – niezbyt przyjaźnie podchodzi do farangów.

Leave a Reply