Jak ogólnie wiadomo, jazda skuterem w Azji Południowo-Wschodniej odbywa się ze skrupulatnie przestrzeganą przez wszystkich zasadą safety first. I tak, mamy na małych skuterkach całe wielopokoleniowe rodziny, z babcią włącznie, pędzące na złamanie karku z całkowicie stoickim spokojem (wszak bilans karmiczny i tak w równowadze, więc po co się niepotrzebnie stresować), powszechną jazdę w klapkach i krótkim rękawie (to ja!) i jazdę bez kasków (to akurat nie ja, bo w kasku jeżdzę zawsze, nawet jeśli jadę 30m od domu wrzucić torbę ze śmieciami do komunalnego kubła).
Aby nie odbiegać zbytnio od lokalnej średniej przywiozłem dzisiaj swoim niewielkim skuterem całkiem sporą skrzynię:
Co prawda pojechałem z założeniem, że kupię skrzynię i zamówię transport do domu, ale na miejscu okazało się, że sklepowy pick-up akurat jest w Surat Thani. Pani sklepowa obejrzała skuta i nic sobie nie robiąc z moich “motosaai ni lek lek!” (to jest bardzo mały motocykl!), zawołała umyślnego, który zmyślnie przywiązał skrzynię do bagażnika, uprzednio podłożywszy pod nią kawałek kartonu, żeby nie uszkodzić siedzenia. I tak, nieco ślepy, bo skrzynia zasłaniała lusterka, pojechałem do domu. Z pełną skrzynią byłoby ciężej, a tak motosaai stawiał tylko nieco większy opór powyżej 40 kmh.
Co prawda w porównaniu z motocyklistami z Wietnamu jestem jedynie smutnym amatorem, co to zrobił ledwie pierwszy krok w strone bagażowego nadużywania skuterów:

Przy okazji można podziwiać mój aktualny skuter – Yamahę Grand Filano. W grudniu i styczniu jeździłem tym samym modelem, tyle że niebieskim. Bardzo praktyczny, dzielny i wizualnie aktrakcyjny skuter. Do tego tani – wersja z hybrydowym silnikiem i ABS kosztuje tutaj ok. 7k PLN. Fajnie sobie radzi nawet przy 80-90 kmh, co oznacza, że nadaje się nawet na dłuższe wycieczki. Jazda przez cały dzień byłaby męcząca ze względu na pozycję, ale 200-300 km dziennie jest do zrobienia bez większych problemów.
Po kilku dniach wahań zdecydowałem się na 1-3 miesięcy przenieść na wyspę Penang w Malezji. Od ponad dwóch lat mam na to ochotę, a teraz nadarza się znakomita okazja – kończę projekt i należą mi się małe wakacje po roku niezwykle ciężkiej pracy, akurat jestem w okolicy, więc relokacja to mały skok do BKK i stamtąd kolejny, nieco większy, na Penang (mijając pod drodze Khanom) plus zaczynam za bardzo wsiąkać w Khanom, co nie jest zdrowe.
Mam tylko nadzieję, że nie pojawi mi się teraz jakaś niezwykle atrakcyjna propozycja zawodowa, bo miałbym duży dylemat.

