psy, deszcze etc.

Khanom, po dwóch miesiącach na Penangu, gdzie jest tyle impulsów, że czasem nie wiadomo od czego zaczynać, dramatycznie rozleniwiające.

Spędzam całe godziny na dzikiej plaży kilkanaście kilometrów od Khanom. W promieniu co najmniej kilometra nie ma tu żywej duszy, co sprzyja lekturze, rozmyślaniom i wszystkiemu innemu. Plaża oczywiście zasyfiona styropianem i plastikowymi butelkami… Nie ma od tego ucieczki.

Mam wrażenie, że Khanom zaczyna się powoli zaludniać. Na plaży, nawet poza sezonem, widać coraz więcej ludzi. Droga do Sichon prawie gotowa – główna droga przez Khanom, która będzie łączyć Sichon z Don Sak, jest poszerzana. Wzdłuż plaży coraz więcej się buduje… W porównaniu z sytuacją sprzed 4 lat, widać spore zmiany.

No, ale to nic. Mam na oku kilka innych miejsc na południu – miejsc, do których cywilizacja nie dotrze tak szybko.

Testuję kolejny skuter, Yamahę nMax. Bardzo udany model. Z roku na rok, skutery zaczynają się robić coraz bardziej nowoczesne i powoli odchodzą wizualnie od nieco już wymęczonego wizualnie designu Hondy Wave, azjatyckiego klasyka.

Yamaha nMax 155.

Tajlandia przygotowuje się na nadejście monsunu. U nas okres przejściowy na całego – codziennie pada, zrobiło się chłodno i sennie. Na Penangu już totalne oberwanie chmury, kilka dni temu deszcz zmył kawałek drogi z Bayan Lepas do Balik Pulau. Do oficjalnego rozpoczęcia sezonu deszczowego jeszcze ze 2 tygodnie, ale myślę, że mogę sobie zaliczyć i ten monsun – to będzie trzeci w ciągu pół roku. Czuję się jak pomniejsze bóstwo deszczu.

Ach, no i kolejny rekord – 6 miesięcy w Azji non-stop.

Psy pokonały mój wstępny (i, cokolwiek słabawy) opór i rozbiły stały obóz w dużym pokoju. Baala w nocy anektuje moją matę do medytacji, uprzednio odsunąwszy nosem poduszkę, Surya z kolei rozkłada się na fotelu. Właściciel domu w szoku i zniesmaczeniu – niektózy Tajowie mają spory problem z psami, mimo że król Bhumibol był wielkim psiarzem i nie krył się z tym specjalnie – i ja jestem jak Bhumibol w tym względzie! Podczas wieczornego oglądania seriali psy rozkładają się po obu stronach Miro i pilnują, żeby czasem nie stała mi się jakaś krzywda. Czasem pogonimy razem jakiegoś kota, który zabłąka się tutaj po nocy – psy przeszczęśliwe, fakt, ze razem z nimi przepędzam intruza traktują chyba jako małą nobilitację. Generalnie mała sielanka.