Bangkok w grudniu może wywołać pewien dysonans poznawczy (zawsze może zresztą, ale teraz wyjątkowo). Przebiwszy się przez rozszalałe miasto na skuterze, podsmażywszy się nieco w 30-kilku stopniach, trafiamy do japońskiej knajpy, gdzie wita nas “Dreaming of a White Christmas”. Oczywiście zapętlone z kilkoma innymi świątecznymi hitami. Post-wszystko.
⛇
W lobby mojego condo rzecz jasna choinka ze światełkami. Choinka sztuczna, ale do plastikowych gałązek drucikami przymocowano prawdziwe szyszki.
Tajowie co chwila nawiązują do świąt (w aptece na przykład dostałem w prezencie mała butelkę olejku kokosowego – pod choinkę) i są totalnie skonfundowani, gdy mówię “słuchajcie, jestem buddystą, nie obchodzę świąt”. Primo mają poczucie winy, bo mamy tu również mocny antyświąteczny trend, secundo nie do końca wiedzą, co zrobić z farangiem, który otwarcie deklaruje, że jest buddystą, zna trochę języka pali i jest relatywnie biegły w temacie nauk buddyjskich. Wychodzi na to, że jestem świętszy od papieża. I jeszcze nie chodzę po burdelach jak 90% lokalnej męskiej populacji. Santo subito, maderfakers.
⛇
Zapisałem się na internetowy kurs Adobe Premiere – programu do obróbki video. Miałem nadzieję, że ogarnę sprawy intuicyjnie, ale ilość formatów, parametrów i opcji plus czas jaki trzeba poświęcić na wyrenderowanie krótkiego nawet filmu z jakości wysokiej na webową, zdecydowanie przemawiają za bardziej systematycznym podejściem.
⛇
Spędzam godziny na forum GT Rider szukając ciekawych tras w prowincji Nan i okolicach. Wygląda na to, że jest to fascynujący rejon i jestem totalnie podekscytowany zbliżającą się wycieczką.
⛇
Poszukiwania długoterminowych opcji wizowych jak na razie nie dają spodziewanych efektów. Mogę sobie kupić pięcioletnią wizę Thai Elite za ponad 60k złotych, albo bawić się w udawanie studenta i dostać wizę ED (education), co jest męczące i wymaga masy formalności. Mogę też dalej bawić się w żonglerkę wizami turystycznymi. Mogę też olać Tajlandię i przenieść tymczasową bazę do Wietnamu albo Laosu, gdzie cudzoziemcy jak na razie nie są traktowani jak intruzi. I tak się pewnie skończy – nie chcecie Miro? Kij Wam w oko.
⛇
Podczas wieczornych eksploracji na skuterze znalazłem uroczą drogę nad kanałem Khlong Tan. Wzdłuż trochę niewielkich, drewnianych domków, wszystko przypomina trochę rybacką wioskę. Podejrzewam, że to jest jedna z takich spontanicznych osad, które stopniowo są w Bangkoku eliminowane. Nie wiem jeszcze jak moja kamerka sprawuje się po nocach, ale spróbuję nagrać tam krótki film któregoś wieczoru.
