2020-01-17

Mam fazę zdecydowanie stacjonarną i niewiele się dzieje. Było mi nieco przykro po oddaniu potwora, szczególnie, że teraz jak ciul jeżdżę na małym, cipowatym skuterku, ale przeszło.

Nota bene, jeszcze kilka miesięcy temu taki skuterek zupełnie by mi nie przeszkadzał, ale grudniowe eskapady nieco zmieniły mi perspektywę.

Pracuję więc, ćwiczę, chodzę na bazary po zakupy, wróciłem do zaniedbanych nieco tłumaczeń Thanissaro dla Sasany. Powinienem popracować nad filmami z wyjazdu do Nan, bo jeszcze trochę i zupełnie stracę do nich ciekawość.

Smog nad Bangkokiem ma ciekawy efekt uboczny – dramatyczne zachody słońca. Słońce pod koniec dnia robi się krwiście pomarańczowe, nieco rozedrgane, co w połączeniu z mgłą, która zasnuwa miasto, daje bardzo ciekawe efekty. Kilka godzin później wieczorna bryza wywiewa wszystko i gdzieś od 2100 mam piękny widok na bangkocki skyline.

Jedną ze ścian w dużym pokoju mam całkowicie przeszkloną. Ustawiłem przed nią niski stolik, przy którym siaduję na poduszce do medytacji i pracuję, co jakiś czas popatrując na miasto. Bardzo mi się to podoba i raczej do wyjazdu do UK nie zrobię niczego radykalnie oryginalnego.

Leave a Reply