Lipiec 2001
Pozwól umysłowi wygodnie osiąść w oddechu. Nie naciskaj nań zbyt mocno i nie pozwalaj mu odpłynąć. Postaraj się znaleźć odpowiedni poziom nacisku, by pozostawać z oddechem. Niech w umyśle utrzymuje się teraz tylko jedno pytanie: jak mocno skupić się na oddechu? Odłóż inne pytania, bo skupienie się na nich jedynie pobudzi wątpliwości. Pytania związane z umysłem i oddechem w obecnej chwili są właściwymi pytaniami, ponieważ możesz na nie odpowiedzieć, zwracając uwagę na tu i teraz.
Celem naszej praktyki jest osiągnięcie wnikliwości, która prowadzi do wyzwolenia, do wolności. Zanim tam jednak dotrzemy, musimy ćwiczyć wnikliwość na każdym poziomie praktyki.
Tekst Ajaana Lee, który czytaliśmy dziś rano, mówi o tym, że hojność, moralność i medytacja zarówno zależą od wnikliwości, jak i dają jej początek. Innymi słowy, musisz używać wnikliwości na każdym poziomie praktyki. To nie jest tak, że czekasz do samego końca, by wnikliwość nagle się objawiła. Angażujesz wnikliwość, którą masz, ćwiczysz ją i staje się silniejsza. To tak jak ćwiczenie ciała. Co robisz, jeśli chcesz mieć silniejsze ciało? Pracujesz ze swoim słabym ciałem, ćwiczysz je i staje się silniejsze, krok po kroku, tak się dzieje, ponieważ go używasz. Wymaga to także nauczenia się, jak odpowiednio ćwiczyć. Nie ćwiczysz zbyt intensywnie, aby nie zerwać ścięgna i nie naciągnąć mięśnia.
Do każdego poziomu praktyki są przypisane pytania, które warto zadawać, żeby rozwijać odpowiednią dla niego wnikliwość. Gdy praktykujesz szczodrość, zapytaj: „Co w tej chwili jest właściwe? Na jak wiele mogę sobie pozwolić? Kiedy zacznę dawać zbyt dużo? Co zrobić, by moje dary były możliwie dobroczynne, najbardziej efektywne? Co mogę dać, jeśli nie mam wiele do zaoferowania na płaszczyźnie materialnej?”. Podarowanie czasu, energii i przebaczenia niekiedy jest o wiele bardziej użyteczne niż ofiarowanie rzeczy materialnych.
Tak wygląda rozwijanie umiejętności, wglądu i wnikliwości na płaszczyźnie szczodrości. Następnie, na płaszczyźnie wskazań, pracujesz na wyższym poziomie. „W jaki sposób przestrzegać wskazań w trudnych okolicznościach?”. Na przykład, gdy ktoś zada ci pytanie, na które odpowiedź będzie krzywdząca, jak uniknąć odpowiedzi, żeby nie kłamać? Albo jak żyć we własnym domu tak, by nie zabijać szkodników? Gdy już określisz te zasady – „Dobrze, to są reguły, których będę przestrzegał” – nagle odkrywasz zupełnie nowy zestaw pytań. Odpowiedzi na nie będą wymagały pomysłowości i wnikliwości. I gdy dzięki takiej pomysłowości, jaką masz, znajdujesz te odpowiedzi, odkrywasz, że twoja inwencja i wnikliwość stają się silniejsze.
Podobnie jest z medytacją. Każdy etap praktyki wiąże się z określonymi pytaniami. Odpowiadasz na nie stopniowo, krok po kroku, i okazuje się, że medytacja wymaga wnikliwości i jednocześnie ją wzmacnia, gdy jej używasz. Na przykład, gdy skupiasz się na oddechu, zadajesz proste pytanie: „Jaki oddech jest dobry w tym momencie?”. Następnie szukasz. Możesz eksperymentować z oddechem, sprawdzić, czy długie oddechy są dobre czy może krótkie? Głębokie czy płytkie…
Nawet w tak prostej praktyce skupienia jest element dociekania. Nie chodzi o sprawienie, by umysł stał się naprawdę nieruchomy, z nadzieją, że potem, niespodziewanie, wnikliwość rozświetli wszystko jak lampa błyskowa. Pewien element wnikliwości musi być obecny w procesie uspokajania umysłu. Buddha powiedział, że nie ma jhāny bez wnikliwości, a wnikliwości bez jhāny. Te dwa czynniki muszą występować razem, wspierać się wzajemnie.
Wnikliwość polega na uczeniu się, co rozwijać, a co odpuszczać. Zaczynasz od bardzo prostych rzeczy. Naucz się skupiać na tym, jak ci się oddycha, rozpoznawać, jakiego oddechu potrzebuje teraz ciało. Jeśli masz mało energii, jaki oddech cię pobudzi? Jeśli czujesz się zbyt pobudzony, jaki oddech cię uspokoi? Jeśli czujesz ból w różnych częściach ciała, czy oddychasz w sposób, który łagodzi ten ból czy go powoduje?
To są rzeczy, które możesz badać. Uczysz się, jak umiejętnie wykorzystywać proces myślowy i krytyczną stronę umysłu. Celem medytacji nie jest natychmiastowe zatrzymanie procesów myślowych. Ostatecznie pojawi się moment, w którym myślenie zrobi się bardziej rozrzedzone, aż w końcu nie będzie już można nazywać tego myśleniem. W międzyczasie jednak, zanim uda ci się tam dotrzeć, ucz się umiejętnie wykorzystywać myślenie podczas skupienia, podczas uspokajania umysłu.
Jest to podstawowa reguła w wielu naukach Buddhy. Aby nauczyć się odpuszczać, trzeba nauczyć się robić to umiejętnie. Ta reguła nie dotyczy seksu, ale dotyczy wielu innych kwestii. Na przykład niektóre teksty mówią o wyjściu poza wskazania, reguły praktyki, ale zanim to zrobisz, musisz nauczyć się, jak umiejętnie przestrzegać wskazań. Niektóre teksty zen mówią o odpuszczeniu krytycznego umysłu, ale zanim to zrobisz, musisz nauczyć się odpowiednio go wykorzystywać. Zanim nauczysz się odpuszczać pożądanie, musisz nauczyć się, jak je właściwie wykorzystywać. Skierować je na przyczyny, które zaprowadzą cię tam, dokąd chcesz dotrzeć. Nieumiejętne wykorzystanie pożądania polega na tak mocnym skupieniu się na wynikach, że ignorujesz przyczyny. Chcesz je pominąć. To jest niewprawne wykorzystanie pożądania. Nie przekroczysz pożądania, zwyczajnie odrzucając jego negatywny aspekt. Musisz nauczyć się, jak zastąpić pożądanie nieumiejętne umiejętnym, czyli skierowanym na przyczyny, które zaprowadzą cię do celu. Wówczas, gdy tam dotrzesz, problem pożądania zniknie.
Skieruj więc swoje pożądanie na to, co wywołuje skupienie. To oznacza, że trzeba być uważnym, by nie zapomnieć o oddechu, i czujnym, żeby go obserwować. Dobrym sposobem jest pytanie siebie o oddech, o to, jak odnieść go do obecnej chwili. Co by się stało, gdybyś nieco wydłużył kolejny oddech? Spróbuj i zobacz. A co z nieco krótszym, głębszym, silniejszym czy bardziej subtelnym oddechem? Po prostu zadawaj umysłowi te pytania. Nie naciskaj na oddech fizycznie. Po prostu zadawaj pytania, a zobaczysz, że zwyczajne zadawanie pytań otwiera nowe możliwości.
Nazywa się to odpowiednią uwagą – yoniso manasikāra, uczenie się, jak umiejętnie zadawać pytania – i jest kluczowe dla całej praktyki. Pierwszym pytaniem, jakie powinieneś zadać, gdy spotykasz nowego nauczyciela, jest: „Co jest umiejętnym działaniem, a co nieumiejętnym? Co będzie działało na rzecz mojego długotrwałego szczęście? A co wywoła długotrwałe cierpienie?”.
Zadawaj te pytania, zwykle zaczyna się od poziomu wskazań albo hojności i coraz bardziej zagłębia w umysł. W ten sposób osiąga się głębsze stany skupienia. Wnikliwość, która przynosi wyzwolenie, również pojawia się dzięki nauczeniu się zadawania pytania: „Co w tej chwili jest umiejętnym działaniem?”.
Aby móc zadawać te pytania z bardzo wysublimowanych poziomów umysłu, trzeba wcześniej zadawać je na bardziej oczywistych poziomach codziennego życia. Dlatego nauki Buddhy nie dotyczą tego, jak szybko osiągnąć Przebudzenie, uczucie jedności, by potem dalej żyć tak, jak do tej pory. Zupełnie nie o to chodzi. Musisz zmienić całe podejście do życia. „Co jest najbardziej umiejętną rzeczą, jaką mogę teraz zrobić? Co umiejętnego mogę powiedzieć? Co pomyśleć?”. Naucz się, jak ciągle zadawać te pytania, szukać odpowiedzi, raz po raz ucz się na błędach, by stopniowo stać się bardziej umiejętnym na poziomie codziennego życia.
Odkryjesz, że ten nawyk zakorzenia się w umyśle. Potem, gdy siadasz w medytacji, automatycznie pojawia się pytanie: „Jak najumiejętniej odnieść się do oddechu? Jak do chwili obecnej?”. Eksperymentujesz. Próbujesz. Znajdujesz odpowiedzi. Następnie sprawdzasz te odpowiedzi.
Jest to więc podstawowy proces, który zaczyna się na zewnątrz i prowadzi do wewnątrz. W końcu doprowadza do takiej wnikliwości, która całkowicie wyzwala umysł od cierpienia. Wszyscy chcemy to osiągnąć. Nie polega to jednak na zwykłym siedzeniu i czekaniu. Wyzwalająca wnikliwość pochodzi z procesu kwestionowania, sondowania, poszukiwania i uspokajania umysłu tak, żeby był bardzo nieruchomy, oraz pytania: „Dlaczego wciąż jest obecny niepokój? Jakie działania umysłu, jakie decyzje go wywołują?”. Czasami to uczucie niepokoju jest bardzo subtelne. „Jakie decyzje wciąż wchodzą mi w drogę?”. Patrzysz, obserwujesz i musisz być bardzo cierpliwy.
Ajaan Khamdee, jeden z nauczycieli tajskiej tradycji leśnej, porównał niegdyś medytację do polowania. Myśliwy wyrusza do lasu i musi być bardzo spokojny, żeby nie spłoszyć zwierzyny, a zarazem bardzo czujny. Jego wzrok i słuch muszą być bardzo wyostrzone. Myśliwy nie może powiedzieć: „No dobrze, posiedzę tutaj przez pół godziny i schwytam zająca”. Nie ma pojęcia, ile to potrwa, ale utrzymuje nastawienie wyciszonej czujności. Tak samo w medytacji: skupienie utrzymuje cię w ciszy, a to drobne pytanie pobudza czujność. Właściwe połączenie tych dwóch elementów doprowadzi cię do Przebudzenia.
