Bo bardzo intensywnej połowie dniu dotarłem do Thakhek. Była przeprawa promowa (solidnie udokumentowana, będzie z tego film), dziesiątki kilometrów w błocie, przeprawy przez monsunowe rzeczki po bardzo niestabilnych mostkach z desek, gałęzi, pni, zdechłych kotów i opon, kilka przypadków zakopania się po osie w gliniastym, pomarańczowym błocie, zero (zero) dropów i upadków. Uświadomiłem też sobie, że XRka potrafi wić się jak wąż na niestabilnym podłożu.
Poniżej dowód rzeczowy.
Niestety na miejscu w Thakhek sprawy się skomplikowały. Lekcja na całe życie: motor należy myć własnoręcznie. Lokalne kmioty zalały mi silnik wodą podczas mycia – nie wiem jeszcze jak to się skończy, ale powrót do VTE pick-upem oraz inwestycja w nowy silnik jest całkiem prawdopodobna. A zaczęło się tak fajnie, LOL.

