Thakhek – Thalang.

Panowie mechanicy lokalni doprowadzili Hondę do stanu używalności, dzięki czemu mogłem ruszyć w dalszą drogę. Co prawda w Wientianie i tak będzie musiał obejrzeć ją specjalista od Hond, ale wolę wrócić do domu o własnych siłach niż wozić motor tuktukami, autobusami i Buddha wie jakimi jeszcze środkami lokalnego transportu. Plus finansowo wyszło to mniej więcej tak samo, a nie musiałem rezygnować z dalszej części wycieczki i nauczyłem się sporo na temat budowy silnika. Trzymałem nawet w dłoni tłok mojej Hondy – to prawie jak trzymać dłoni czyjeś serce! ;-)

A generalny przegląd i tak planowałem zrobić od dawna, więc znakomicie się składa, bo teraz mam ku temu wreszcie konkretny impuls i wąż w kieszeni nie będzie miał się do czego przyczepić. Motor ma 15 lat i podejrzewam że bardzo, bardzo wiele przeżył, więc poważna ewaluacja na pewno mu się przyda.

Dla mnie z kolei ważna lekcja – myć motor samemu, wiadrem i szczotą, bo inaczej ktoś potraktuje go karczerem i efekty będą opłakane. W każdym razie stary motor, CRFkę w grudniu kilkukrotnie myto myjką ciśnieniową i nie narzekała – ale to był motor praktycznie nowy.

No dobrze, ale wyruszyłem z Thakhek, dojechałem do Thalang, a po drodze zahaczyłem o jaskinię Tham Nang Aen. Jaskinia sama w sobie jak to jaskinie, ale przeprawa łodzią przez podziemne jezioro niezwykle fajna. Jako że poza mną nie było nikogo innego, wynająłem całą łodź, przewodnik siedział na dziobie jak mój osobisty Charon i tak płynęliśmy. Doświadczenie dla mnie głównie na płaszczyźnie dzwiękowej – w jaskini panowała absolutna cisza, więc odgłosy wiosła, sunącej łodzi, kapiącej wody słyszało się niesamowicie wyraźnie. Tak naprawdę, to zamiast łazić po tej dziurze, mógłbym usiąść gdzieś z boku i słuchać kropel przez resztę dnia.

Jaskinia Tham Nang Aen.

Jaskinia Tham Nang Aen.

W Thalang znalazłem opustoszały guesthouse, gdzie ok. 1400 zaszyłem się na resztę dnia, nie robiąc praktycznie nic, poza siedzeniem na werandzie, obserwowaniem roślin oraz ptaków i czasem krów. Fakt, że nie było tam zasięgu komy ani wifi bardzo to odosobnienie ułatwiał.

W okolicy jest masa martwych drzew, które wyschły po utworzeniu zapory kilkanaście lat temu. Teraz, gdy poziom wody jest niski, górne części zbiornika są suche i można natknąć się na takie lekko depresyjne obrazki jak poniżej.

Thalang – martwe drzewa.

Leave a Reply