W Wientianie zaczęła się jesień – przejściowa co prawda. Burza tropikalna Sinlaku zrzuciła na miasto hektolitry wody. Przed prawie dwa dni padało non-stop. Uliczka przed domem zamieniła się w strumień, uaktywniły się setki żab, rano znalazłem nawet pod drzwiami małą, czarno-żółtą ropuszkę.
Poza tym Laos zamknął się na kolejny miesiąc, co w pełni popieram. Nie dość, że nie chce mi się stąd wyjeżdżać, to jeszcze mam wymówkę, żeby tego nie zrobić. Co nie zmienia faktu, że gdzieś na horyzoncie czeka mnie krótka wizyta w PL, bo nie było mnie na miejscu już prawie 9 miesięcy i mam do załatwienia szereg spraw.
Pisałem wielokrotnie, że jestem wielkim, oddanym fanem ryżowarów. Ryżowar to pierwsza rzecz, jaką kupuję przeprowadziwszy się do nowego miejsca w Azji, rzecz, która przez lata oszczędziła mi małą fortunę i pewnie kilka tygodni czasu. Promuję ryżowary gdzie tylko się da i z totalną pobłażliwością patrzę na wiejskich głupków, co to wciąż gotują ryż w rondlach.
Dla mnie to oczywiste. Ale, wygląda na to, że nie dla każdego – ostatnio w internetach wiralny filmik, gdzie komik Nigel Ng, znany jako Uncle Roger, krytykuje sposób przygotowania ryżu smażonego z jajkiem przez kucharkę BBC.
No i ja się z tym totalnie zgadzam! I jestem trochę dumny z faktu, że od lat gotuję ryż w tak koszerny sposób.
Tutaj ciekawy artykuł o tym jak powstawały ryżowary. Dowiedziałem się z niego między innymi, że całą rewolucję zapoczątkowała firma Toshiba. To jest dobra wiadomość, bo gdy po przyjeździe do Laosu kupowałem ryżowar, wpadła mi w oko właśnie obła, biała Toshiba, która służy mi do dzisiaj, min. dwa razy dziennie.
Z artykułu dowiedziałem się też, że moje jednogarnkowe mieszanki ryżu z warzywami, przyprawami i grzybami (i czasem także mlekiem kokosowym – polecam), które regularnie robię w ryżowarze w Japonii znane są od dawna i nazywają się takikomi gohan.
Bardzo chciałbym na jakiś etapie życia pomieszkać rok-dwa w Japonii. Tylko jeszcze na razie nie wiem jak do tego podejść.
Poza tym motocykl przechodzi małą metamorfozę, ale o tym napiszę za jakiś czas.
A za zachodnią granicą uaktywniają się ruchy studenckie – przeciw juncie, a nawet przeciw monarchii. To w Tajlandii zdarza się cyklicznie, tym razem dodatkowo katalizowane sytuacją post-kowidkową. Osobiście bardzo, ale bardzo chciałbym zobaczyć tranzycję (znając współczesną historię TH, zapewne tymczasową) Tajlandii w demokrację i upadek monarchii.
