Tygodniami nic nie pisałem, jako że na początku października tydzień siedziałem w LP, potem tydzień odpoczywałem po motocyklowych eskapadach, następnie przez tydzień padało, a pod koniec miesiąca miałem na głowie planowanie przeprowadzki do LP. Ale wszystko się udało, dzisiaj zapakowałem do ciężarówki motory i kilka pudeł, a jutro rano lecę do nowego domu – gdzie, mam nadzieję, motory będą już na mnie czekać.
Trochę to było stresujące, bo siedziałem w Wientianie prawie 9 miesięcy, nieco oswoiłem już dom i zdecydowanie oswoiłem miasto. Ale zarówno położenie Luang Prabang (w jakieś 15 minut można się dostać w dosyć dzikie tereny, w godzinę – w bardzo dzikie) jak i pewne zmęczenie ciągłym siedzeniem w jednym miejscu (niestety, plany weekendowych shoppingów w Singapurze, czy rozpasanych sesji onsenów i sushi w Bangkoku musiałem odłożyć na półkę ze względu na szalejącą zarazę) dosyć mocno stymulowały mnie do zmian.
Teraz najpewniej kilka miesięcy wakacji do wiosny, bo pracowałem non-stop prawie rok, skończyłem właśnie kolejny projekt dla szwajcarskich farmaceutów i niespecjalnie chce mi się cokolwiek robić zawodowo. A na wiosnę będę musiał podjąć poważną decyzję – czy zostaję w regionie przez kolejny rok, czy wracam do Europy. Mam wstępnie zaklepany projekt w Zurychu, a relokacja do Szwajcarii chodzi mi po głowie od lat, pytanie tylko, czy to już ten moment, czy jeszcze poczekać kilka lat. Bo jednak permanentna relokacja do CH może oznaczać kilka lat bez większych podróży i ogólne przestawienie się na bardziej stacjonarny tryb życia – przynajmniej do czasu gdy nie kupię tam mieszkania. Jednak własna nieruchomość całkowicie zmienia perspektywy i daje o wiele większą swobodę działania.
Poniżej smutny obrazek przeprowadzkowy. W sumie mógłbym mieć 5 motocykli. ;-)

