2020-12-10.

Przeprowadzając się do LP miałem taki chytry plan, żeby raz w miesiącu robić jedną dłuższą eskapadę w interior. W listopadzie się nie udało, za to zrobiłem kilka krótszych wypadów w okolicy, ale w grudniu postanowiłem zrobić wycieczkę do Nong Khiaw.

Jako że bardziej dla mnie liczy się sama droga niż cel, spędziłem kilka wieczorów nad mapami, szukając alternatywnej trasy. Standardowo jedzie się z LP drogą #13, o której pisałem już wcześniej i która jest paskudna. Znalazłem jednak przeprawę przez góry – jakieś 60-70 km, gruntowe drogi, przełęcze i malutkie wioski. Co prawda w środku mapy jest jakieś 6 km białej plamy, bez dróg – znaczy się jedna droga się kończy, a druga zaczyna parę kilometrów dalej. Najpewniej nieaktualna mapa, ale że to jest 40 km od najbliższej asfaltowej drogi, uznałem, że trzeba rzecz zbadać.

Białe plamy.

W ramach rekonesansu pojechałem więc wypytać o przeprawę lokalsów. Przy okazji zrobiłem uroczą wycieczkę. Okazuje się, że droga jak najbardziej jest, przejechać się da (jeżdzą tam nawet małe ciężarówki i jeepy, więc dla Potwora to formalność) i mamy piękne widoki na laotańskie wzgórza. A, i do przeprawy dociera się doliną rzeki Nam Seng, która również jest całkiem do rzeczy krajobrazowo.

Ban Had Sam – stąd zaczyna się przeprawa.

Laotańskie wzgórza wczesnym popołudniem.

Droga.

I tak za dwa dni ruszam do Nong Khiaw. Tam pewnie zostanę kilka dni w jakimś posh resorcie z basenem i widokiem na rzekę, w ciągu dnia eksplorując wzgórza i doliny, a wieczorami chillując w basenie. Być może całkiem dosłownie chillując, bo w Laosie mamy teraz zimę i temperatury nocą spadają wyraźnie poniżej 20C! Czyli mróz.

Znalazłem też dwie inne podobne przeprawy, praktycznie całkowicie omijające główne drogi – plan na styczeń i luty.

Relacja z wyjazdu do Nong Khiaw tutaj.

Leave a Reply