2020-12-28.

Zainspirowany atmosferą “tego wyjątkowego czasu”, “czasu zadumy” etc. (nota bene ciekaw jestem, czy katolscy księża gwałcą dzieci także w święta, czy może dają im specjalną dyspensę? może jest na to specjalny kalendarz, wzorowany na kalendarzu liturgicznym, taka pedofiliturgia) rzuciłem się na głęboką wodę.

I tak dałem sobie spokój z poszukiwaniem transliteracji tutejszych świątynnych tekstów na angielski – co, zresztą, było z góry skazane na niepowodzenie, bowiem jak są – co prawda – gotowe zestawy książkowe, które można kupić w sklepach z akcesoriami dla mnichów i praktykujących świeckich, tak nieco większe świątynie przygotowują własne, nieco odmienne (i zmieniają je co jakiś czas). Teraz więc podczas wiecznych ceremonii staram się nadążyć za mnichami czytając palijskie teksty zapisane w alfabecie laotańskim. Pożyczyłem też książkę tekstów z pięknej Wat Pha Phai, gdzie jest kilku anglojęzycznych mnichów, którzy służą mi radą oraz wskazówkami, i w wolnych chwilach trenuję czytanie laotańskiego na suttach.

Jest to bardzo stymulujące intelektualnie ćwiczenie, bowiem palijskiego – pomijając szereg słów i określeń, które nie są (albo nie powinny być) tłumaczone na angielski (vide: dukkha) – nie znam (jest to język, martwy, antyczny, którego być może kiedyś w ramach swoich, nieco losowych, studiów buddyjskich zacznę się uczyć). Ale to nic, bo gdy już wiem co to za tekst, mogę go sobie wyszukać na Access to Insight i przeczytać dobre tłumaczenie Bhikkhu Bodhi albo Thanissaro. Tego ostatniego zresztą trochę tłumaczyłem na polski, więc karmiczna pętla się zamyka.

A tak wygląda moje miejsce pracy:

Na zdjęciu te kraty wyglądają cokolwiek więziennie, ale w realu zupełnie nie ma się takiego uczucia.