Nieoczekiwanie zrobiłem się strasznie zajęty. Codziennie mam lekcje języka, staram się nie zaniedbywać Potwora, mimo że Laos w porze suchej tak średnio porywa wizualnie, pracuję nad nowymi certyfikatami pracowymi, chodzę na burżujski basen i siłownię w Pullmanie oraz spędzam masę czasu z przyjaciółką, z którą regularnie jeździmy na jej farmę po drugiej stronie Mekongu.
No właśnie. Farma jest wielka, pełna różnych roślin, których nazwy zapominam praktycznie od razu, płynie przez nią dziki strumień z brzegami porośniętymi bambusem.
Na miejscu mieszka Khun, który zajmuje się farmą, a przy tym jest znakomitym kucharzem.
I tak w zeszłym tygodniu pojechaliśmy zbierać mrówcze jaja! Zaczyna się właśnie sezon jajeczny, jaja różnych gatunków mrówek smakują inaczej, trzeba też wiedzieć o jakiej porze dnia się je zbiera – jeśli zaczniemy zbyt wcześnie, mrówki będą pobudzone i nas zjedzą. Pod koniec dnia mają nieco mniej energii, więc cały proces jest bezpieczniejszy. Poniżej film poglądowy:
Mrówczych jaj używa się do sałatek, zup, omletów, pasty chili etc. Zasadniczo jako dodatku do innych potraw. Nasz zbiór był wyjątkowo skromny, jaj starczyło jedynie na dodatek do pasty chili, ale jest szansa, że mrówki wezmą się do roboty w najbliższych tygodniach.



