Od kilku tygodni, ze względu na wypalanie pól, w regionie stopniowo pogarszała się jakoś powietrza (Chiang Mai w północnej Tajlandii miało kilka dni temu najgorsze AQI na świecie). Pod koniec tygodnia szczypały już oczy, a widoczność pogarszała się po niecałych 50m. Do tego ostatnie kilka dni to temperaturowe rekordy, dzień w dzień po ok. 40C.
Na szczęście wczoraj późnym popołudniem pojawił się nad prowincją spory system burzowy, wieczorem zaczęło konkretnie padać i – po kilkunastu godzinach – wciąż pada. Jeśli wierzyć prognozom, to czekają nas trzy dni deszczu non-stop. Co jest znakomitą wiadomością, bo primo, nieco się ochłodzi, secundo, oczyści się powietrze i wreszcie cokolwiek przyschnięte rośliny dostaną impuls do życia. Monsun ma w tym roku pojawić się wcześnie, już na początku maja, być może to taka przedmonsunowa wprawka.
Oddaje się więc swojej ulubionej czynności – siedzę na werandzie, słucham deszczu i leniwie czytam. I wszystko wskazuje na to, że jutro ten schemat się powtórzy, bo dzięki wielkanocnym obchodom w PL mam wolne, a jajek raczej święcić nie będę.
Na farmie duża zmiana, bowiem mamy psa. Ponoć labrador retriever, aczkolwiek w tej części świata trudno ufać takim deklaracjom i równie dobrze może to być krzyżówka bawoła z nosorożcem. Na razie ma cztery tygodnie i trudno powiedzieć, co z niego będzie. Ale zaprzyjaźniliśmy się totalnie, bowiem, jak ogólnie wiadomo, mam wielką słabość do psów. Bestia nazywa się Thongdee i znakomicie rozumie język polski.
Pisałem ostatnio o jedzeniu motylich kokonów. Kilka z nich zostało po naszych ucztach i mamy teraz regularną wylęgarnię motyli na ganku. Są niezwykle piękne i będę miał teraz pewne opory przed jedzeniem kokonów.
Poza stadami małych gekonów, w laotańskich ogrodach można natknąć się na jaszczurki ogrodowe (łac. Calotes Versicolor). Są niesamowicie szybkie i ciężko je sfotografować, ale wczoraj mi się udało. Ta ze zdjęcia to młody okaz, starsze mają na grzbiecie kryzę i o wiele większe głowy. Bardzo różnią się też kolorami.
A w ramach portretowania osób, które bywają na farmie, poniżej Khoun, wieloletni pracownik Anong, ogrodnik i mieszkaniec farmy.
Mamy teraz przygotowania do sezonu mokrego, więc przez farmę przewijają się też najemni pracownicy. Niektórzy bardzo interesujący, postaram się zrobić im serię zdjęć.




