Sporo się ostatnio dzieje w Laosie – w tygodniu od 12.IV mieliśmy Pi Mai, czyli lokalny nowy rok, w Tajlandii znany jako Songkran. Tydzień imprez, odwiedzin u rodzin w odległych miastach, parad słoni, polewania wodą i jak się później okazało, roznoszenia wirusa. Imprezy trwały przez tydzień, od rana do wieczora. Gdy w piątek wsiadałem na prom w drodze na farmę, byłem tam chyba jedyną trzeźwą osobą.
Z Tajlandii, gdzie szaleje obecnie trzecia fala, i gdzie rząd niespecjalnie spieszy się z lockdownem, nielegalnie dostało się do Laosu na Pi Mai kilka osób zakażonych kowidem. No się zaczęło – w połowie tego tygodnia rekordowe liczby zakażeń (po kilkadziesiąt) i natychmiastowy lockdown. Początkowo tylko Wientian i okolice, dzisiaj już praktycznie cały kraj, bez dwóch, czy trzech, prowincji. Do tego bardzo sprawne aresztowania spreaderów oraz osób, które nielegalnie przewoziły je przez Mekong. A jedną ze spreaderek, która uciekła do Tajlandii, gdy zaczęło się całe zamieszanie, znaleziono w powieszoną w Nong Khai – wieść gminna głosi, że ktoś jej w całej operacji pomógł, bowiem znaleziono ją nagą.
Luang Prabang w lockdownie od dzisiaj – mam nadzieję, że uda mi się jutro wrócić z farmy do domu. Na razie mamy 10 dni ograniczeń, ale są spore szanse, że sprawa się przedłuży.
Plusem jest to, że jestem w szczepionkowej awangardzie. Dwa tygodnie temu dostałem drugą dawkę Sinopharmu i mój organizm pracowicie produkuje rozmaite przeciwciała. Tajlandia już ogłosiła, że zaszczepieni podróżni będą w kwarantannie siedzieć jedynie 7 dni. Do ideału daleko, ale krok we właściwym kierunku.
Poza tym w tygodniu pracuję od rana do wieczora i niespecjalnie mam czas i ochotę na cokolwiek. Tym razem mam projekt dla PKO BP. Jeśli ktoś używa apki IKO, to warto pamiętać, że Wasz niestrudzony Azjata z odzysku stoi za jakąś mikroskopijną częścią tej aplikacji.
Z niusów z farmy – mamy nowy parking, buduje się piękne bambusowe ogrodzenie, spore połacie ziemi zostały oczyszczone pod drzewa owocowe. Poza tym pies rośnie z tygodnia na tydzień, a we frangipani zaraz pod gankiem ptaszyska uwiły gniazdo. Sielanka i wieś jak malowanie.


