2021-07-18.

Tyle się dzieje, że nie mam ani ochoty ani czasu pisać. Krótkie podsumowanie ostatniego miesiąca więc.

Nowy motor sprawdza się znakomicie i daje mi masę radości Co prawda jest dramatycznie wysoki, więc będę go nieco obniżał przy użyciu specjalnej części (albo przez modyfikację siedzenia), ale to jest problemem tylko w trudnym terenie. Nawet zrobiłem kilka jednodniowych wycieczek w okolicy, jakieś 1000 km już na liczniku, powoli muszę zacząć myśleć o dłuższej wyprawie.

Tak się prezentuje kolejna inkarnacja Czerwonego Potwora:

Czerwony potwór wersja 3.0.

Potwór to jednak tylko część motocyklowych niusów, bo jakiś tydzień po moim zakupie, moja droga przyjaciółka Anong kupiła sobie Harleya. Roadster XL1200 Sportster, bestia z silnikiem jak traktor. Zupełnie się nie nadaje na Laos, ale niektórym pewne rzeczy trudno jest wytłumaczyć… Plusem jest to, że HD na razie mieszka ze mną i co kilka dni robię rytualne odpalenie, powodując za każdym razem kilka zawałów serca i ataków paniki, bowiem motor jest dramatycznie głośny. Poniżej Wasz niestrudzony eksplorator na bestii:

Harley.

A tu obydwa motory together – cała rodzina w komplecie.

Harley + CRF.

Rodzinę natomiast opuścił potworek, na którym i tak już praktycznie nie jeździłem.

Kolao X-One.

Znajomy mechanik z Wientianu, Scotty, przerobił go na trajka:

Kolao X-One jako trike.

Jak widać moje życie ostatnio obraca się wokół motorów, co zupełnie mi nie przeszkadza.

Ale motory to jedno, a rzeczne eksploracje to drugie. Łódź, o której pisałem wcześniej już wyremontowana i teraz regularnie pływamy na długie wycieczki Mekongiem. Ostatnie dwa weekend to dwie ponad 70-kilometrowe eskapady w dół rzeki i z powrotem, Miro non-stop za sterem. I za każdym razem mamy jakieś przygody – w ostatni weekend wracaliśmy po ciemku i do tego skończyła się nam benzyna. Udało nam się zdryfować w pobliże małej wioski, gdzie brat Anong, Ai Fook, kupił kilka litrów benzyny. Wczoraj przygoda nieco poważniejsza, to wpłynąłem na podwodną skałę albo zatopiony prom i połamałem śrubę. Na szczęście tylko jeden płatek, więc udało nam się doczłapać do domu.

Tak wygląda nasz port macierzysty, czyli okolice domu Ai Fooka.

Nad Mekongiem.

Nad Mekongiem.

A tak, żegluga środkiem rzeki:

Leave a Reply