Jako że – jak pisałem wcześniej – przez tydzień padało, co, jak na tę porę roku jest pewnym ewenementem, kolejną eskapadę łodzią na północ trzeba było co i raz odkładać.
Ostatecznie, 23 stycznia, zrobiło się ładnie, prognozy były dobre, więc ruszyliśmy. I to, szczerze powiedziawszy, był błąd. Po tygodniu deszczów Mekong był mocno wezbrany. Do tego dochodziła woda zrzucana z tam w Chinach, to dodatkowo pogarszało sprawę.
Bystrzyce, które już dosyć dobrze znam były naprawdę dzikie, łodzią rzucało jak łupiną od orzecha kokosowego, A. płakała ze strachu, a ja mogłem sobie tylko pogratulować, że nie założyłem białych szortów. Do tego byliśmy jedyną jednostką tej wielkości na rzece – poza nami tylko min. 50m statki, w tym naprawdę potężne statki towarowe.
Dotarliśmy tak do Geeng Khen, ostatniego niebezpiecznego miejsca, które znam. Po krótkiej naradzie zdecydowałem się zawrócić. Przede mną było kolejne 100 km rzeki, odcinek zupełnie mi nie znany, z co najmniej siedmioma niebezpiecznymi miejscami, ponoć trudniejszymi, od tych, które mam już jako tako oswojone. Trochę było mi szkoda, ale jak mówi stare wspinaczkowie powiedzenie – dobry wycof jest lepszy od zdobycia szczytu. Będę próbował wiosną, gdy woda nieco opadnie, a wcześniej popłynę na rekonesans łodzią pasażerską albo cargo.
Zawróciliśmy więc i popłynęliśmy w dół rzeki na działkę A., gdzie właśnie zaczynały się prace nad budową domu. Miałem więc masę czasu na łowienie ryb – początkowo efekty były takie sobie, ryby co prawda już do zjedzenia, ale wciąż bardzo małe w porównaniu z tym, co lokalni rybacy wyciągają z sieci. Poniżej zdjęcie porównawcze – te duże okazy to te z sieci.
Natomiast cierpliwość popłaca, bo kilka dni później złapałem swój pierwszy spory okaz. Nieco powalczyliśmy, bo ryba miała prawie 2 kg, w końcowej fazie chciała uciec pod łódź, ale udało się. Lokalsi pod wielkim wrażeniem: przychodzili oglądać, robili zdjęcia, zasadniczo wydarzenie dnia – falang złowił dużą rybę! Poczytałem nieco w atlasach i jest to Black Sharkminnow, po polsku Grubowarg Czarny. Dosyć popularna ryba w Mekongu, często łapana, bardzo smaczna. Co ciekawe, w młodości jest całkiem czarna i dopiero po jakimś czasie robi się srebrnawa, jak na zdjęciu niżej. Agresywna i terytorialna. W Europie młode sztuki trzymane są w akwariach – biorąc pod uwagę, że ryba dorasta to do ca. 90 cm, to taki średni pomysł.
I jeszcze pocztówka znad Mekongu na koniec.




