Dzisiaj ważny dzień, bo mijają mi właśnie dwa lata w Laosie. Bardzo to w sumie ciekawe dwa lata były, nie spodziewałem się, że zostanę tak długo, i że tak mi się tu spodoba.
Pamiętam, jak w lutym 2020 przyleciałem do VTE, to mimo wielu tygodni researchu i dyskusji na rozmaitych grupach FB, czułem się nieco zaniepokojony. Podekscytowany i generalnie szczęśliwy, ale też nieco zestresowany. Co prawda byłem już wcześniej kilka dni w Vientiane (chyba w 2016 roku), ale czym innym krótka wizyta, a czym innym totalna przeprowadzka na minimum rok.
Dla bezpieczeństwa zatrzymałem się takich apartamentach biznesowych – Somerset. Uznałem, że jeśli absolutnie nie uda mi się znaleźć niczego akceptowalnego do zamieszkania, to zostanę tam kilka tygodni. No, ale znalazłem pierwsze mieszkanie w ciągu 2 dni. U Jeana, Francuza, który w Laosie mieszkał od 20 lat i miał niewielką kamienicę w dzielnicy Thongphanthong, nieopodal szpitala 103. Spędziłem tam 3 miesiące załatwiając wizy, otwierając rachunki bankowe, kupując pierwszy motor ever (moją ukochaną Hondę XR, która niestety, ze względu na swoją trudną przeszłość, przysporzyła mi masy kłopotów – ale było to znakomite learning experience).
Oczywiście cały czas pracowałem zdalnie, więc musiałem te wszystkie poszukiwania pogodzić z projektami. Inna rzecz, że pracowałem od 1200-1300 do wieczora, więc pierwsza część dnia miałem dla siebie – co było rozwiązaniem bardzo praktycznym.
Po trzech miesiącach znalazłem uroczy dom bardzo blisko Mekongu, w dzielnicy Sisattanak i tam przeniosłem się na kolejne pół roku. Teraz trochę żałuję, że nie wydałem nieco więcej i nie wynająłem domu bezpośrednio nad rzeką. Natomiast miałem bardzo mocne postanowienie, żeby przez pierwszy rok w Laosie, dopóki nie zdecyduję, że zostaję na dłużej, nie wydawać więcej niż 1000 USD miesięcznie. Co i tak jest całkiem niezłym budżetem jak na Laos.
cdn.



