2022-02-20.

W zeszłym tygodniu zacząłem nowy projekt dla – wstępnie – bardzo interesującego FinTecha, więc nie bardzo mam czas na cokolwiek poza onboardingami, szkoleniami etc. Miałem nadzieję weekend przeznaczyć na eskapady małą łodzią – duża chwilowo robi za houseboat na działce, ale logistyka oraz pogoda pokrzyżowała mi plany cokolwiek.

Primo, wciąż czekam na kill switch do silnika. Nikt tutaj tego nie praktykuje, ponieważ lokalsi praktycznie żyją na tych łodziach od dziecka, ale zwykle na łodziach motorowych instaluje się taki awaryjny wyłącznik, który spiralnym kablem mocuje się do nogi. Jeśli zdarzy nam się z łodzi wypaść, albo łódź się przewróci, to kabel wyrywa z wyłącznika bezpiecznik, silnik się zatrzymuje i wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Pływać będę generalnie wzdłuż brzegów, tylko okazjonalnie robiąc szybkie przeprawy na drugą stronę rzeki, więc chodzi tu nawet nie tylko o brak możliwości dopłynięcia do brzegu, co o śrubę, która może zrobić z małego Miro mięso mielone. Bardzo mało fajne zakończenie wędkarskiej eskapady.

Głównym problemem w ten weekend był jednak nie tyle wyłącznik, co pogoda. Mamy niebywały niż – przez dwa dni padało non-stop, po kilka mm na godzinę, zupełnie jak w środku monsunu. Przez kolejne kilka dni mamy mieć temperatury po kilkanaście stopni, może low twenties. I tak w całym północnym Laosie – poniżej zdjęcie, które obiegło lokalne media dzisiaj.

Skutki ulewnych deszczów w północnym Laosie (© The Laotian Times).

Dwa razy dziennie jeździłem do Aphay, gdzie zaparkowałem łódź, żeby wylewać z niej wodę. Dzisiaj rano, po całej nocy deszczu, w łodzi było tyle wody, że mój zwykły czerpak (nota bene zrobiony z górnej części kanistra po oleju – DIY jest ważny w Laosie) był bezużyteczny. Znalazłem na brzegu stare wiadro po farbie i przez dobre kilka minut wiadrami wylewałem wodę… Note to self: zamówić nieprzemakalny pokrowiec na łódź. W porze deszczowej raczej nie starczy mi czasu na walkę z deszczówką.

No, ale jestem dobrej myśli jeśli chodzi o przyszły weekend. Powinienem już zainstalować silnik, wyłącznik, mam też namiot i matę do spania, cały stos utensyliów wędkarskich, więc są spore szanse, że uda mi się wyprawić na wędkarski overnight w okolicach ujścia rzeki Nam Suang. Fingers crossed.

Aha, i chciałbym ciepło pozdrowić mojego nowego fana z Australii, który regularnie – a może nawet nieco obsesyjnie – czytuje moje wypociny. I truly appreciate your support, mate. ;-)

Leave a Reply