Moje ambitne plany jeśli chodzi o podróże biznesowe niestety zostały cokolwiek pokrzyżowane przez putlera (idi na huj!) Natomiast kraje ościenne otwierają się na potęgę, coraz łatwiej wjechać do Tajlandii, Wietnamu, Malezji, więc może zrobię jakąś eskapadę w regionie.
Co prawda naprawdę dużo ostatnio pracuję (i, nie będę ukrywał, bardzo mi się nowa praca podoba), więc może po prostu na kilka miesięcy skupię się na robocie.
Dzisiaj za to popłynęliśmy z Fookiem na ryby. Mam już tony sprzętu wędkarskiego (LOL), łódź w pełni sprawna (choć za każdym razem wozimy silnik i śrubę z Mano, co jest nieco męczące), bardzo pewnie już czuję się za sterem. Co prawda niczego nie złowiliśmy, za blisko miasta i za głośno, ryby przepłoszone, ale przetrenowałem logistykę, pakowanie sprzętu etc.
Kolejny fishing gdzieś dalej, trzeba odpłynąć z godzinę od miasta, najlepiej w moje sekretne miejscówki w okolicach ujścia Nam Suang i tam walczyć.
Na zdjęciu powyżej Cutty Snark przy brzegu. Widać silnik ze śrubą na długiej tulei. Widać też jak nędznej jakości jest teraz powietrze – niestety, w SE Azji mamy akurat sezon slash and burn, smog jak w Delhi i generalnie mało fajnie. Od maja będzie lepiej – zacznie częściej padać i atmosfera się nieco oczyści. A od czerwca monsun, mój trzeci monsun w Laosie.

