Dom zresztą jest wspaniały, właścicielka bardzo komunikatywna i wyrozumiała – w przyszłym tygodniu instaluje mi dodatkowe AC w największym pokoju, który się niemiłosiernie nagrzewa (taki urok drewnianej konstrukcji domu). Poza tym odwiedzają mnie okoliczne koty, które nie robiąc sobie nic z mojej obecności, śpią cały dniami pod motorami.
Co do motorów też dobre wieści – po przeszło dwóch latach udało mi się zarejestrować potwora. Co prawda jeszcze nie wiem, czy nie czeka mnie wyprawa do Wientianu po tablice, ale być może uda się to załatwić w LPB, ewentualnie wysłać motor kurierem. Trasa do VTE nie należy do najciekawszych, a na razie nie mam czasu pojechać bardziej okrężną drogą. No, ale tablice oznaczają, że będę mógł się swobodnie wypuszczać w najdalsze zakątki Laosu – namawiam też A. na zakup normalnego motoru tak, żebyśmy mogli jeździć together.
W Sansouk prace nad nowym domem dla letników, poza tym niesamowicie zielono i, jak zwykle, pięknie:
Co prawda środek pory deszczowej, więc regularnie mamy ulewy, ale w tym roku, przez ENSO, monsun ma być skromniejszy i faktycznie, jak do tej pory, tak jest. Pada rzadziej, ale za to barziej intensywnie:
Psy rosną, moja ulubienica Damdee ma już 10 miesięcy i zaczyna polować na kury. Mam nadzieję, że nie skończy tak jak Panda.

Dzisiaj, czując lekkie niedzielne ennui, postanowiłem pojechać z Sansouk do Muang Nan. I okazała się to być całkiem konkretna terenowa wyprawa. Z Muang Nan wyskoczyłem jeszcze na most nad Mekongiem w Thaduea, miejsce, które do tej pory znałem tylko z poziomu rzeki. Poniżej mała galeria.
I na koniec jeszcze smutny obrazek – totalnie zaniedbałem swoją łódź, która nadaje się teraz do małego remontu. Ale wszystko zaplanowane, staff w Sansouk ma skillsy, o których mi się nawet nie śniło i po deszczach uszczelnią mi łódź specjalną żywicą.



