2023-09-14

Ponad miesiąc w PL za mną… No, fajnie czasem zajrzeć do Warszawy, spotkać się z mamą, spędzić trochę czasu na działce, ale jednak życie w dużym mieście raczej mi się już nie podoba. Za mało przestrzeni, za mało drzew, za dużo ludzi, za dużo samochodów. I nie widać wzgórz po wyjściu z domu – tylko tony betonu.

Plusem jest to, że mam dwie nowe lokatorki, także z Ukrainy. Tym razem siostry, które studiują i pracują w Warszawie.

W Luang Prabang bez zmian, mój piękny dom stoi, bambusy rosną, A. (która w międzczasie zmieniła imię na S. za radą Bardzo Ważnego Mnicha) ma się dobrze. Monsun nie odpuszcza i od kilku dni jestem nieco jak zombie – jetlag i niskie ciśnienie to jednak kiepskie połączenie. Poza tym praktycznie codziennie pada, więc wszelkie poważniejsze wyprawy na motorze odpadają (chyba, że ktoś lubi kąpiele błotne).

Lokalna waluta powoli osuwa się w czeluść, osoby blisko związane z lokalnymi finansami nie wykluczają bankructwa kraju do końca roku. Co prawda takie zapowiedzi slychać od kilku lat, więc nie ma co panikować (jeszcze).

Czekam na zimę – na dniach powinienem sfinalizować rejestrację czerwonego potwora i ostrzę sobie zęby na kilka motocyklowych wypraw w sezonie.