Rangamati.

Po molochu, szalonej podróży, moloszku (Chittagong), czas na Uspokojenie. Dwa, a może trzy, dni nad zalewem Kaptai, w Rangamati. Na pierwszy rzut oka nieco przypomina jezioro Inle w Birmie. Zero kurzu, spalin i hałasu, jak w innym kraju. De facto kulturowo to jest inny kraj, ale o tym więcej w relacji.

kaptai_o_zachodzie

Na zdjęciu jedna z licznych, porośniętych wodną lilią, zatoczek zalewu Kaptai pod koniec dnia. Domy na palach, podobnie jak nad jeziorem Inle, tylko tam chyba kryte były trzciną, nie blachą. Ale to może być element mojej idealizacji Inle.

Leave a Reply