Rowerem (czerwonym potworem z chińskich fabryk) po plantacjach herbaty wokół Srimangal. Wrażenie z wczoraj nie minęło – plantacje mało gościnne, ludzie niezbyt przyjaźnie nastawieni do cudzoziemcôw, zdecydowanie poniżej bangladeskiej średniej. Nic na siłę, jutro przeprawiam się na zachód, do Bogry albo Rajshahi.
Ale mam kilka dobrych zdjęć zbieraczek herbaty. Pod koniec dnia, jak tylko miną najgorsze upały, postaram się przywieźć jeszcze kilka.

