Doliną Białej Wody na Polanę Pod Wysoką.

Dziś piąty dzień aktywności turowych i rano z prawdziwą niechęcią pakowałem plecak. Organizm miał zdecydowaną ochotę na małą przerwę. Żeby go nie zamęczać wybrałem się na łatwą turę w rejon odległy od Hali Kondratowej, za to wyjątkowo mi bliski – do Doliny Białej Wody.

Kombinacją busów dojechałem na Łysą, gdzie pomogłem nieco wystraszonej Kanadyjce dostać się na przystanki słowackich autobusów.

Pomijając niewątpliwe uroki zamglonej i pustej doliny, nie pojawiło się nic godnego uwagi. Doliną nikt nie szedł od mniej więcej dwóch dni, więc zakładałem ślad w świeżym śniegu. Niedaleko taboru spotkałem nieco znudzonego Słowaka na nartach – z dwójką towarzyszy mieszkał w chacie nieopodal, ale ze względu na dosyć radykalne warunki śniegowe, nie wypuszczali się w wyższe partie i chyba nie bardzo wiedzieli co ze sobą zrobić.

Powrotny szus, który miał być długi, szybki, ekscytujący i do zapamiętania na lata, okazał się cokolwiek letni. Wilgotnawy śnieg kleił się do nart, skutecznie działając jako hamulec. Potem zmarzłem nieco na Łysej czekając na busa.

Jutro rest w Zakopanem… W niedzielę przeprowadzka do Chocho.

Kilka zdjęć:

Leave a Reply